Podziękowania jakich jeszcze nie było!

Wczesnym wieczorem w niedzielę 26 lipca 2020 roku zebrali się “spiskowcy” z Bogucina, by wraz z gośćmi z Bychawy – w zupełnie niespodziewany sposób uhonorować Panią Jadzię Flisiak. Zakończenie pracy w naszej rodzimej bogucińskiej bibliotece nie mogło przecież przejść tak po cichu! Zwłaszcza, że było tych latek aż 29!

Zwabiona podstępem

Miejscem uroczystości było nasze – Stowarzyszenia “Mój Bogucin” i Koła Gospodyń Wiejskich tymczasowe miejsce spotkań (miejmy nadzieję, że doczekamy się stałego) o wdzięcznej nazwie „Kuźnia” (wynajęty budynek w centrum Bogucina sprawujący dawniej funkcję kuźni a od grudnia 2019 roku zagospodarowany przez SMB ze środków własnych i dzięki pracy społecznej).
Nazbierała się cała masa wdzięcznych za jej pracę ludzi. Byli młodsi i starsi, zza płotu i tacy trochę dalsi. Gwarno było i kolorowo. Cisza zapadła, gdy tylko “czujka” krzyknęła: idzie!
Ściągnięta podstępem do “Kuźni” Pani Jadzia została powitana w progu gromkim „Sto lat!”. Powiedzieć, że była zaskoczona to doprawdy za mało. W pierwszym odruchu miała nawet ochotę się wycofać! Dopiero po chwili i po gorących zapewnieniach, że to o nią chodzi, dała posadzić się na honorowym miejscu.

Podziękowania z serca i duszy

Pierwsze słowa w imieniu zgromadzonych wygłosiła Grażyna Sadurska. Z nich dopiero Pani Jadzia dowiedziała się, z jakiego powodu zgromadziło się tu tylu ludzi. Pani Zofia Abramek przeczytała specjalnie napisany na tę okazję wiersz pt: „Podziwiam”, wywołując łzy w niejednych oczach. Następnie Ewa i Basia z Bychawy wręczyły Jadzi pięknie oprawione słowa podziękowania przywiezione z Biblioteki Powiatowej w Lublinie oraz swoje własne, bardziej prywatne wraz z tajemniczą skrzynią zawierającą (jak się później okazało), całe mnóstwo niezmiernie przydatnych drobiazgów. Żeby troszkę odetchnąć i przejść w lżejsze tony przeczytałam opowiadanko napisane przeze mnie z myślą o naszej Jadzi pt: „Biedroneczki są najlepsze”. Uzupełnieniem do niego był rysunek przedstawiający tytułową Biedronkę wykonany przez uczennicę Szkoły Podstawowej w Bogucinie, Gabrysię Szewczyk. Cześć oficjalną zakończyło wystąpienie Agnieszki Szymańskiej wręczającej wyrzeźbioną przez Sławka Sadurskiego w drewnie księgę zapisaną słowami prosto z serca płynącymi i z miejscem na podpisy zgromadzonych osób; przepiękny łapacz snów wykonany na szydełku przez Beatę Gawron; książkę o Janie Pawle II. Były jeszcze słodycze, kwiaty oraz bardzo pomysłowa miotełka z dzwonkiem rowerowym. Każdy z nas dał Pani Jadzi od siebie coś tak, jak ona daje nam z siebie każdego dnia.

Tort – tym razem nie przez Jadzię robiony

Gdy przebrzmiały już podziękowania i życzenia „ niespokojnej” emerytury na salę wniesiono tort. Bardzo okolicznościowo dopasowany, bo z akcentem książkowym; przepiękny i jak się wkrótce okazało – równie przepyszny co urodziwy. Wkrótce widok i wręczane talerzyki ze zgrabnymi porcjami zmobilizował zgromadzonych do zajęcia miejsc przy długim stole udekorowanym ogrodowym kwieciem, przy którym czekały już napoje, ciasta, ciastka, cukiereczki i owoce. A herbatę i kawę serwowano na życzenie miłych biesiadników.
Rozmowy, żarty, śmiechy, wspomnienia i dyskusje trwały do późna. Ktoś nawet zauważył, że radosne salwy, echo niosło daleko w bogucińskie przestrzenie. Aż żal było kończyć tak radosną zabawę, zwłaszcza, że większości z obecnych wyjątkowo donikąd nie było spieszno.
Jadziu, tu i z tego miejsca jeszcze raz gorąco Ci dziękujemy i mamy nadzieję, że nie masz nam za złe tej konspiracji!

Podziwiam…

Naczytałam się mądrości prozą i poezją,
przedeptałam wiele ścieżek życiowych bezdroży.
Ktoś powiedział: „nie ma ludzi nie do zastąpienia”
-niech tę prawdę oczywistą miedzy bajki włoży.

Siedzę w moim Bogucinie lat trzydzieści siedem,
od czternastu spijam nektar z kwiatu emeryta.
W wieku siedmiu lat zaczęłam sama czytać książki,
jaka korzyść z takiej pasji wie ten, który czyta.

Droga Jadziu i sąsiadko, jesteś na świeczniku
odkąd Krzysztof Cię sprowadził tu do Bogucina.
Dałaś radę wszem wyzwaniom i udowodniłaś,
żeś najlepsza pani domu i super dziewczyna.

Bardzo trudno jest pracować „pro publico bono”,
godzić funkcje dobrej matki, żony, gospodyni,
przyjaciółki, koleżanki i bibliotekarki.
Ty potrafisz to najlepiej – prawdziwa mistrzyni.

Kto zastąpi w bibliotece tę niezastąpioną?
Komu będę mogła szeptać zwierzenia na ucho?
Kto przywiezie dla mnie książki z punktu z Tomaszowic?
Gdy za długo którąś trzymam – ujdzie mi na sucho.

Za co jeszcze Cie podziwiam, przemiła Jadzieńko?
-Za cudowne torty pięknie udekorowane,
za podróże kulinarne w regionalną przeszłość,
gdzie zaraz przepisy dawne są wykorzystane.

Nie wiem jak zdołałaś stworzyć urocze „Bogutki”
tyle starań i zachodu, a droga pod górkę;
szukaj dobrych instruktorów, stroje, ciągłe próby,
proś rodziców, by przywieźli syna albo córkę.

Wiem, że było to marzenie i pragnienie Twoje
by z dzieciaczków stworzyć zespół barwny i ludowy,
co zatańczy i zaśpiewa pieśni z Lubelszczyzny
– taka mała wielka grupa – ozdobnik wioskowy.

Ile akcji rozkręciłaś z dziećmi i młodzieżą,
czy projektów, czy zwyczajnie tak, z potrzeby chwili.
Doceniłaś i najstarszych z całej naszej wioski,
oni zimą na spotkanie z radością przybyli.

Przekształciłaś byt wśród książek na ciągłe atrakcje,
nie umiałaś mechanicznie wpisać, wypożyczyć.
Zawsze były ciekawostki, konkursy wycieczki.
Wiedziałaś jak wdrażać wiedzę, wyobraźnię ćwiczyć.

Podziwiałam Twe pomysły i Izbę Tradycji,
ile pracy to pochłania, złotówek co nieco,
jest węglowa kuchnia z blachą, wygodny zapiecek
i wystarczy jedno słowo, a wszyscy się zlecą

na zebrania, na szkolenia, wieczory poezji,
na spotkania z pisarzami, świąteczne ozdoby,
wieczór kolęd i wspominków. We wszystkich imprezach
nie zabrakło nigdy Twojej życzliwej osoby.

Kosztem prywatnego życia i cennego czasu
gotowałaś i sprzątałaś, ozdabiałaś stoły.
Dom prywatny zamieniłaś w wiejski dom kultury
dla dorosłych, gości z zewnątrz, dzieciaków ze szkoły.

Ile razy niosłaś książki maluchom z „zerówki”,
ile lekcji bibliotecznych dla dzieci odbyłaś.
Przez dwadzieścia dziewięć latek pracy pośród książek,
mnóstwo imprez i zwyczajów na stałe wdrożyłaś.

Bez Jadzi się nie odbędzie na forum wioskowym
„ka gie wu” i „Mój Bogucin” w szkole i w kościele.
Jesteś zawsze tam, gdzie trzeba, wysłuchasz, pomożesz.
Takich osób pośród ludzi raczej dziś niewiele.

Dla dzieciaków jesteś mamą, kumplem dla młodzieży,
nie boisz się interwencji w żadnej słusznej sprawie.
Z Tobą wszystko się udaje, nie mówisz a robisz,
wiedzą o tym przyjaciele w przepięknej Bychawie.

I jeszcze Cię za to cenię, że mimo krytyki
tych co prawie nic nie robią, a tylko plotkują,
machniesz ręką, robisz swoje, chociaż łzy ocierasz
mówiąc: ludzie są już tacy, niech tam krytykują.

W Twoim życiu miód z piołunem to koktajl codzienny,
hymn pochwalny rzadziej słyszysz niż pretensje, żale.
Świat współczesny to układy, plecy, koligacje
– mimo wszystko z wiatrem w oczy idziesz doskonale.

Czy błądziłaś? Tak jak wszyscy, nie ma nieomylnych.
Jeśli nawet życie gięło rzutem na kolana,
podniosłaś się by naprawić co się nie udało,
szybko nadrabiałaś straty, Jadzieńko kochana.

Brak mi będzie rozmów z Tobą wśród półek z książkami,
mądrej rady – co przeczytać, czym wieś dzisiaj żyje,
jaką akcje rozkręcamy, komu trzeba pomóc.
Przed Twym mądrym blaskiem oczu nic się nie ukryje.

A tak obu nam się marzył wiejski dom kultury,
w nim obszerna biblioteka wraz z czytelnią w parze.
Czas upływa, lecą latka, my się starzejemy,
może spełnią się marzenia, lecz w innym wymiarze…

Niechaj każdy myśli co chce, ma do tego prawo,
życie jeszcze nie raz będzie robić nas „w balona”.
Szczery podziw i szacunek, sąsiadeczko Jadziu,
w bibliotece – mówiąc szczerze- Tyś niezastąpiona.

Zofia Abramek
24 czerwca 2020