Bylejakość za nasze pieniądze

Przyglądając się światu wokół człowiek dochodzi do wniosku, że jakoś tak mało komu zależy na jakości. Oczywiście w odniesieniu do tzw. dobra wspólnego. Wystarczy przyjrzeć się realizacji projektów współfinansowanych lub też całkowicie opłaconych przez źródła zewnętrzne, czyli nie nasze własne.

Miliony na buble

Przetargi wygrywają ci, którzy chcą najmniej za pracę, co jest logiczne. Powstaje jednak pytanie: Kto kontroluje jakość owej pracy? Wydaje się pewne, że przy realizacji jakiejś budowy czuwa nad nią kierownik. Tylko jak wygląda to w praktyce? Ocenić można jedynie po efektach.
Skutki przymykania oczu na fuszerki odczuwamy niejednokrotnie zaraz po oddaniu obiektu do użytkowania. Są to pękające rury, powodujące małe powodzie w budynkach, przeciekające podczas deszczu dachy, zapadające się chodniki i drogi, rozpadające się huśtawki itp. Powstaje konieczność natychmiastowej naprawy. I z reguły jest przeprowadzana. Czasem nawet w ramach reklamacji. Tylko na ile to wystarczy? Kiedy znowu nadejdzie konieczność naprawy?
Dopiero oddany odcinek drogi nie cieszył za długo kierowców – trzeba było poprawić nawierzchnię zaraz po oddaniu w użytkowanie. Tory kolejowe po modernizacji zamiast napawać dumą – straszą jakością wykonania. Na wszelki wypadek więc pociągi zamiast szybciej docierać do celu – zwalniają. Czas podróży wydłuża się. Po cóż więc było wydawać tyle pieniędzy na modernizację?
Bo nie nasze. Bo były „do wzięcia”. A, że to marny pożytek? To co? Jak się popsuje to naprawimy! Ważne, że coś się dzieje, że coś robimy! I w ten sposób wydawane są grube miliony na buble. Nasze i unijne. Ktoś oczywiście zarabia na tym, ale dlaczego zysk jednostki przeważa? Czy osoby zajmujące poważne stanowiska nie są tam po to by troszczyć się o dobro wielu ludzi? Co z użytecznością oddanych obiektów? Czy nie to miało być celem?

Zasłona: dobro wspólne 

Powstają też instytucje-widma. Nie można się tam dodzwonić, nie można odwiedzić. Czasem nawet istnieją tylko na papierze, w rzeczywistości bez siedziby i realnych działań. Bo w rejestrach są. I ktoś tam podobno pracuje, pobiera pensję. A, że wyników nie widać? Trudno.
Społeczeństwo traktowane jest jak ciemny lud, który można zapchać byle czym, oszukać, naciągnąć, omamić obietnicami bez pokrycia. Zapędzeni w trosce o byt codzienny swoich rodzin, ludzie czasem nawet nie zdają sobie nawet sprawy z tego jak ogromne kwoty wpadają do kieszeni osób na stanowiskach. I te tłumaczenia, że to wszystko dzieje się przecież dla dobra wspólnego! Tylko gdzie to dobro? Ups, nie wyszło… .
Przykład idzie z góry. Zawsze lepiej przecież widzą świat ci, co wyżej na drabinie siedzą. Więc dzieje się ciekawie na świeczniku i przekłada się to na nasze najbliższe otoczenie. Zachętą jest bezkarność, łatwość, z jaką można usprawiedliwić każdy przekręt. Sami swoi trzymają się przecież razem! I przy tym uczą jak można utrudnić życie tym innym, którzy ośmielają się uważniej patrzeć na ręce władz, prominentów, inspektorów, kierowników czy wykonawców.

Mamy prawo i obowiązek

Dlaczego takim zaskoczeniem jest fakt, że zwykły człowiek chce by praca dla społeczeństwa wykonana była dobrze? Bo i tak to właśnie on poniesie jej koszty! Zwykli, szarzy ludzie pracując w pocie czoła zarabiają na to, by te wszystkie inwestycje mogły być realizowane. To jego pieniędzmi obracają władze gminy, powiatu, województwa i państwa. Oni nie mają swoich pieniędzy! To wszystko idzie z naszej kieszeni, to my je zarobiliśmy! Tak jak mamy prawo do zakupu chleba bez zakalca tak i prawo do jeżdżenia po dobrze zrobionych drogach! Zwłaszcza robionych przy dotacjach ze źródeł zewnętrznych! O ile z piekarnie może sobie zmienić, o tyle drogi się nie da.
Dlatego też każdy z nas ma prawo, a wręcz obowiązek patrzenia na ręce wszystkim, którzy wykonują coś, z czego mamy korzystać, coś dla nas jako jednostki, grupy, społeczeństwa, narodu. Tak jak pilnujemy remontu w naszym domu, tak pilnujmy tego, co dzieje się na naszej drodze, w naszej szkole, w naszej gminie. To my poniesiemy koszty fuszerki i partactwa. Zapłacimy za to naszymi pieniędzmi, bezpieczeństwem, a nawet zdrowiem!