Rozterki szarego człowieka

Nie lubię oglądać telewizji. Zwłaszcza wiadomości. Zwłaszcza o podłożu politycznym. Zaraz denerwuję się. Więc nie oglądam. Z reguły. Ale jak to z regułami bywa, są też wyjątki. Jeden z nich mnie powalił. Akurat traf chciał, że obejrzałam dnia pewnego wiadomości. Obejrzałam i osłupiałam. Zabrakło mi słów do określenia rozszalałych we mnie nagle myśli i emocji.

Zwala z nóg 

Nepotyzm, złodziejstwo, chamstwo i nieuctwo w warstwie rządzących zwaliło mnie po prostu z nóg. Ogromne sumy przelewane dla partyjnej braci nie mieszczą się w żadnej skali. Kombinowanie: jakie dać wytłumaczenie dla przelewu, umotywowanie z wierzchu – piękne a pod spodem – śmierdzące. Spółki i fundacje tworzone tylko jako przykrywki do przelewów milionowych. Wszystko w imię należności, zgodnie z prawem. Jawnie śmiejąc się w oczy pospólstwu, czyli nam wszystkim – szarym, zwykłym ludziom, dla których te olbrzymie sumy są abstrakcją. Z góry patrzą na nas: bo nie kombinujemy, bo żyjemy uczciwie – a to nie zapewnia kokosów, jakie zgarniają ci na górze.
Płacą swoim, ale wypłacają nasze wspólnie zarobione pieniądze. My będziemy ponosić ciężar spłaty powstałych dzięki nim zadłużeń. Bezczelnie zbywają pytających. Nie czują potrzeby wyjaśnienia swoich decyzji. A przecież to dzięki głosom społeczeństwa dostali się na te wysokie stołki! Czy społeczeństwo nie może ich rozliczyć z tego, co robią? Zapytać: dlaczego?

Paradoksy i wstyd

Tu wychodzi kwestia naszego prawa. Zdegenerowany organ skazujący na więzienie złodzieja kilku tabliczek czekolady a chroniący przed odsiadką oszukujących na miliony. Złodzieje samochodów śmieją się w oczy podczas rozprawy sądowej tym, których okradli. O ile oczywiście raczą się na nią stawić. Gdzie jest prawo? Gdzie sprawiedliwość? Komu służy? Bogatym. Biedny jest nieważny.
Chamstwo czynów i wypowiedzi jest powszechne. Brak szacunku dla oponentów, dla zadających niewygodne pytania. Nawet kamery nie zmuszają ich do poprawnych zachowań. Wstyd oglądać i słuchać.
Wstyd przed innymi, wstyd nawet przed sobą. Czy mogłam zrobić coś, jakoś wpłynąć na ten stan? Czy w jakikolwiek sposób przyczyniłam się do objęcia władzy przez tych ludzi? Czy mogę coś zrobić by się to zmieniło? Jak w tej zgniliźnie znaleźć zdrowe jabłko? Komu zaufać? Nie wiem…