Co fruwa nad nami?

W przestrzeni powietrznej zrobiło się jakoś głucho. Z rzadka można usłyszeć odgłos silników przelatującego samolotu. Po charakterystycznych smugach kondensacyjnych, układających się na niebie w biało-niebieskie szachownice ani śladu.

Koronawirus uwięził na europejskich lotniskach większość pasażerskiej floty powietrznej, a ta które jeszcze lata po „polskim niebie” należy zazwyczaj do obcych przewoźników. Najczęściej kursuje ona na trasie pomiędzy krajami bliskiego i dalekiego wschodu a Niemcami, Belgią, Holandią, Luksemburgiem, Wielką Brytanią. Swoiste pojazdy cargo, przerobione z samolotów pasażerskich, przewożą dokumenty, leki i produkty farmaceutyczne, ubrania, próbki produkcyjne czy elektroniczne towary konsumpcyjne a także produkty rolne i owoce morza.
Dominują linie: China Eastern Airlines, Ouatar Airways i Lufthansa.

A co z naszym transportem powietrznym?

Obserwując ruch za pomocą ogólnodostępnych radarów trudno dostrzec jego istnienie, a porównanie intensywności lotów na powietrznej mapie starego kontynentu pokazuje jak ogromny dystans dzieli Polskę od krajów Europy Zachodniej.

Nasuwa się pytanie dlaczego nasz kraj nie idzie w ślady tych państw, tylko korzysta z usług obcych linii lotniczych tak jak np. w przypadku transportu z Chin środków pomocowych do zwalczania skutków pandemii. W tym celu został wynajęty Antonow 225 Mrija – największy samolot transportowy na świecie, który notabene przefrunął niemal nad naszymi głowami. Udało się zarejestrować jego powrotny lot z Warszawy do stolicy Kazachstanu Ałma-Aty.

Wytrawni lotnicy, czempioni szybkości…

Pustkę po podniebnych maszynach wypełniają wędrowne ptaki, przemierzające kraj wszerz i wzdłuż. Przyroda żyje według swoich odwiecznych praw i nic sobie nie robi z istnienia koronawirusa. W gniazdach pojawiły się ptasie jaja, wylęgają się pisklęta. W coraz większej ilości miejsc montowane są kamerki umożliwiające stały podgląd na to, co się dzieje w gnieździe. Jednym z takich punktów jest komin elektrociepłowni znajdującej się na lubelskim Wrotkowie, gdzie na wysokości 120 metrów nad ziemią osiedliła się para sokołów wędrownych – Łupek (2013 r.) i Wrotka (2014 r.). On wykluł się w Płocku na kominie ORLEN-u, a rok młodsza samica pochodzi z komina elektrociepłowni we Włocławku. Obecnie w gnieździe znajdują się 3 pisklęta, które Wrotka pielęgnuje z niezwykła troską i cierpliwością. Od kwietnia zeszłego roku sokolą rodzinę można oglądać dzięki dwóm kamerom zainstalowanym przez stowarzyszenie zajmujące się ochroną zagrożonych gatunków ptaków.
Sokół wędrowny uważany jest za najszybsze zwierzę świata – w locie nurkowym osiąga szybkość do 390 km/godz.