Na cześć Vittore Carpaccio

Nieubłaganie i wbrew tym, dla których letnie klimaty mogłyby trwać bez początku i końca; nie witana, nie wyglądana, nie oczekiwana, nie zapraszana – pojawiła się jesień. Ostrymi nożycami skraca dni, obniża słupki rtęci na tradycyjnych termometrach, dawkuje słoneczne promienie, szasta bez umiaru podmuchami wiatru pozwalając mu zrzucać liściaste szaty z drzew.

Jesień…
Jesiennym przeobrażeniom aury towarzyszą zmiany w sposobie zachowania, ubierania, odżywiania.
Z lasów, pól i ogrodów zbieramy dary natury. Jedne przetwarzamy, inne odpowiednio przechowujemy.
Jednym z takich skarbów, który smakuje zwłaszcza jesienno – zimową porą jest burak ćwikłowy. Posiada tyle witamin, minerałów i innych cennych właściwości, że powinno się go spożywać dużo częściej. Przyzwyczailiśmy się, że gotujemy z niego pyszny barszcz (czysty, zabielany i ukraiński) czy ćwikłę. I na tym większość nawyków żywieniowych zaczyna się i kończy. Ale nic straconego, żeby poznać, zrobić i polubić nowe buraczane dania a konkretnie – jedno:

Carpaccio z buraków.
Żeby “zamieszać” carpaccio wystarczy:
Dwa ugotowane (lub upieczone) i obrane buraki bardzo cienko pokroić w plastry lub pół plastry, rozłożyć na talerz i polać sosem sporządzonym z:
6 łyżek oleju (oliwy),
3 łyżek octu balsamicznego (może też być ocet winny lub sok z cytryny),
2 łyżek sosu sojowego,
szczypty soli i pieprzu,
zgniecionego ząbka czosnku.
Całość posypać rukolą i włoskimi orzechami. Schłodzić kilka minut. Podawać jako przystawkę, choć smakuje też z ziemniaczanymi plackami.

Vittore
Podobno po raz pierwszy danie zaserwowano w 1950 roku hrabinie Amalii Nani Mocenigo. I nie były to plastry buraków lecz mięso surowe bardzo cienko pokrojone. Właściciel baru z Wenecji – Giuseppe Cipriani, w którym gościła arystokratka nazwał danie na cześć nazwiska jednego z malarzy renesansu – Vittore Carpaccio.