Spotkania – z Moniką Oleksa w Tomaszowicach – część 1

Spotkanie autorskie promujące najnowszą powieść Moniki Anny Oleksa ” Nad rzeką wspomnień” powoli staje się wspomnieniem. Nie wszystkie wspomnienia warto utrwalać ale to, które odbyło się 20 października 2021 roku w bibliotece w Tomaszowicach – warto. 

Masz takie oczy zielone…

Ale zanim popołudnie z Moniką nabrało rumieńców, wybrzmiała muzyczna perełka „Groszki i róże”, którą zaśpiewała Martyna Wolak z Bogucina. Nasz rodaczka przygotowywała się do występu tylko dwa dni, ponieważ pomysł, by urozmaiciła literackie „forum”, powstał spontanicznie – „ na pięć minut” przed wydarzeniem. I jak na tak krótki czas Martyna– zaśpiewała, naprawdę, przepięknie. Monika była pod wrażeniem, że wybrała utwór z repertuaru Ewy Demarczyk. Trudny utwór, który mógł zaczarować i wzruszyć a rozmowa pisarki z Panią Magdaleną Zarzeka – kierownik GBP w Jastkowie większość zebranych zaczarowała bezsprzecznie.
Autorskie spotkanie uwiecznione zostało dźwiękowo a zasłyszane dźwięki – przełożone na tekst. Dzięki temu ten wyjątkowy wieczór można przeżyć jeszcze raz. Wyjątkowy, ponieważ uczestniczyli w nim przyjaciele, sympatycy i wielbiciele Moniki twórczości przybywając tu nie tylko z Tomaszowic, ale też z Bogucina, Bełżyc, Lublina, Piotrowic, Ługowa a nawet z odległego Koszalina; udowadniając swoją obecnością, że miłość do książek nie zna granic i żadne odległości nie są straszne, gdy się coś lub kogoś kocha.
Wyjątkowy, ponieważ organizatorzy zadbali o niepowtarzalny wystrój, klimat, słodkie co nieco i sympatyczną atmosferę.
Wyjątkowy, bo każde spotkanie literackie z Moniką Oleksa takie jest.
I popłynęła rozmowa o życiu, które jest jak witraż… .

Z wdzięcznością, Tato…

Na początku rozmowy Pani Magdalena zacytowała dedykację z powieści „Tylko morze zapamięta” mówiąc, że bardzo ją wzruszyła. Poprosiła by Monika odniosła się do fragmentu, który dotyczy obecności Tego Najwyższego Taty.

Moim Synom, Michałowi i Miłoszowi,
oraz Przyjaciołom – tym, którzy szli
za mną krok w krok i uwierzyli, że
powstanę silniejsza…

Ale przede wszystkim Temu,
który dał mi tę siłę i dar pisania.
Z wdzięcznością, Tato…  .

Monika Oleksa: Chociaż jestem wdzięczna mojemu tacie biologicznemu, który już nie żyje wiele wiele lat, ale dedykacja jest właśnie Tacie, który dla mnie jest po prostu Tatą. Ja rzeczywiście czuję się w relacji z Panem Bogiem jak dziecko. I staję przed nim z taką pokorą i takim zachwyceniem dziecka. I właśnie jemu dedykowana jest ta książka, bo nie było by mnie tutaj, gdyby nie talent, który dostałam. Wszystko co piszę to nie jest ze mnie, to nie pochodzi ze mnie, to nie jest moja zasługa. Mam takie wrażenie, że jestem tylko narzędziem. Nie napisałbym ani jednego słowa czy zdania sensownego gdyby nie było tej łaski, którą zostałam obdarowana, tego talentu. I że On taki jest; i, że te książki takie są i wydaje mi się, że z książki na książkę one są jakieś takie może głębsze, może dojrzalsze. I to wszystko, właśnie, dzięki Tacie. Dlatego chciałam to podkreślić i zadedykować.

Z nad morza nad Bug

Magdalena Zarzeka: Książka „Nad rzeką wspomnień” jest to zupełnie inna książka. A skąd pomysł na taki temat, na taką historię opowiedzianą w książce?
Monika Oleksa: Wszystko zaczęło się z książką „Tylko morze zapamięta”. Tam opisuję moje kochane Dąbki. W tym miejscu muszę się pochwalić, że są też goście z Dąbek, a raczej z Koszalina. To są moi przyjaciele i bardzo, bardzo im dziękuję. Ta dedykacja jest między innymi dla was. Dlaczego z tej książki? Ta książka też miała w sobie pewną tajemnicę. Czytelnik szedł za głównym bohaterem i starał się dowiedzieć co się stało z bohaterką – z Beatą.  Książkę tą pisałam; jakby troszeczkę pomagała mi w niej – zadawałam pytania, na które bardzo cierpliwie odpowiadała policjantka i tak mi się spodobała i ta współpraca z policjantką, z którą żeśmy się zaprzyjaźniły, jak i sama konwencja tego; takiej tajemnicy odkrywania; tego dreszczyku emocji, że powiedziałam, że kolejna będzie kryminałem. No ale ja chyba nie potrafię pisać kryminałów, takich typowych kryminałów. To jest raczej soft kryminał. Ale jest ta tajemnica, jest dreszczyk emocji, który mam nadzieję, że trzyma w napięciu od pierwszej kartki do ostatniej. Chciałam sprawdzić siebie, żeby nie szufladkować mnie. Nie chciałabym być zaszufladkowana, że piszę książki takie lekkie. Chociaż czytelnicy chyba potrzebują jednak takich książek”soft”, gdzie jest dużo dobrych rzeczy i dużo miłości.

Witraż

Monika Oleksa: Ten tytuł „Nad rzeką wspomnień”. No, podoba mi się ten tytuł. Ale to nie jest mój tytuł. Moim tytułem był „Witraż”. I ta książka jest o witrażu. Kluczową rolę spełnia witraż. Ale witraż, ta nazwa nie była chwytliwym dla wydawnictwa, dlatego jest „Nad rzeką wspomnień”.
Magdalena Zarzeka cytuje fragment z książki: Życie człowieka jest jak witraż…
Monika Oleksa: Tak, dokładnie. Jest złożone z takich poszczególnych… każdy dzień to taki mały okruszek. Tak wszystko sklejamy do siebie i wychodzi nam coś niezwykłego. I też, tak jak w witrażu, jeżeli podejdziemy bardzo blisko do witraża, to my nic nie zobaczymy. Tylko rozlaną plamę kolorów. Nie widzimy co tam jest ale trzeba pewnego dystansu, trzeba odejść troszkę dalej, żeby zobaczyć co ten witraż przedstawia. I tak samo jest z naszym życiem, że jak mamy tą codzienność, jak patrzymy na to swoje życie to często ono nas przerasta jak jesteśmy za blisko. Czasami wystarczy, po prostu, z dystansem popatrzeć; tak odetchnąć; tak sobie dać czasu, spokoju i tak spojrzeć na daną sytuacją – na to co się wydarza z dystansu. Wtedy więcej widzimy.

Dlaczego tam nad Bugiem?

Magdalena Zarzeka: A dlaczego tam nad Bugiem? Dlaczego Świerże?
Monika Oleksa: Dlaczego? Może dlatego, że tam też mam przyjaciół, często tam jeżdżę. Odkryłam to miejsce w 2015 roku i zachwyciło mnie. Raz, samo Świerże taką dzikością, taką naturalnością. Tam nie ma tej ingerencji człowieka a dwa, że ludzie – taka nasza Polska Wschodnia; serdeczność, gościnność; tacy prości ale prości w znaczeniu: niczego nie komplikują, nie doszukują się czegoś czego nie ma, a przy tym niezwykle inteligentni, z ogromnymi pasjami. I chciałam pokazać tą miejscowość, tych ludzi, to miejsce a przy tym przepiękny krajobraz, przepiękny Bug. Bardzo zachwycił mnie też zespół parkowo-pałacowy, który opisuję. Pałacu nie ma. Odbudowałam go w powieści. Teraz jest to zaniedbane strasznie i liczymy na to, że może kiedyś ktoś… coś przeczyta, że znajdzie się jakiś sposób żeby to ratować, bo naprawdę przepiękny jest obszar tego parku. Mieszkańcy sami założyli stowarzyszenie i sami próbują coś tam robić na zasadzie odchwaszczania tego, dbania o sam park. Miejsce niezwykłe. Naprawdę niezwykłe. I dla mnie to jest takie odkrywanie tych perełek, które mamy tu – lokalnie. Gdzieś tam jeździmy po świecie i zachwycamy się innymi miejscami. Świat jest piękny i nie mówię, żeby tego nie robić, ale tak blisko mamy coś takiego pięknego… .
Magdalena Zarzeka: Naprawdę kusząco Pani Monika opisała te okolice, że koniecznie trzeba tam udać się. Czy mieszkańcy są na to przygotowani?
Monika Oleksa: Powiedzieli, że są przygotowani.
Magdalena Zarzeka: Przyznam, że sama mam ochotę pojechać na kawę do Imbryka.
Monika Oleksa: Pani Magdo, 18 listopada zapraszamy do Imbryka. Będzie spotkanie.
Magdalena Zarzeka: Bo tam miała miejsce też premiera tej książki?
Monika Oleksa: W Dorohusku. Ale właścicielka Imbryka przyjechała na to spotkanie właśnie z tortem.
Magdalena Zarzeka: Nie tylko w tej książce zauważyłam, ale też we wcześniejszych, że Pani wiernie oddaje miejsce. Gdy opisuje dane miejsce, rzeczywiście ono faktycznie istnieje, czyli tak wyglądają okolice nad Bugiem, czy ulice w Chełmie, czy w Lublinie, czy w Kazimierzu, czy w Dąbkach czy w Nałęczowie. W Nałęczowie jest Kawiarnia Ewelina. Tak Pani chciała, żeby tak w książkach było, że można iść według książki spacerem literackim?
Monika Oleksa: Tak. To był od początku mój zamysł. Może nie w pierwszej książce „Miłość w kasztanie zaklęta”. Tam jest opisany Lublin, Nałęczów, ale on nie jest wymieniony z nazwy. Zrobiłam to celowo pisząc pierwszą książkę, bo chciałam żeby czytelnik z każdej części Polski utożsamiał się z tą książką, z tym miejscem. Jakby, żeby ta książka była bliska każdemu. A po tej książce część czytelników zarzuciła mnie takimi tekstami, że oni nie wiedzą gdzie są. Ja sama jako czytelnik też szukam tego, że chciałabym wiedzieć o czym autor pisze, gdzie ja jestem. Że duże miasto ale jakie miasto. Czy to jest fikcja czy to rzeczywiście istnieje. I od kolejnej książki „Ciemna strona miłości” prawdziwe miejsca zaczęłam opisywać. I powiem Państwu, że ja wychodzę z takiego założenia, że jeżeli coś jest dobre i jeżeli coś mi się podoba, gdzieś się czuję dobrze, to się tym dzielę. Żeby inni też też tego doświadczyli, posmakowali. Pojechali nawet, zobaczyli, sprawdzili. Sprzedaję, ale w takim dobrym znaczeniu te rzeczy i te miejsca. Te kawiarenki. I tych ludzi, którzy gdzieś tam są. Bo też prawdziwych ludzi wplatam w akcję książki. Oczywiście pierwszoplanowe postacie są zawsze fikcyjne. Dlatego, że ten główny wątek jest wytworem mojej wyobraźni, natomiast osoby w tle… bardzo dużo jest prawdziwych osób. I można ich spotkać w takich rolach, w jakich są opisani. Na przykład bibliotekarka nad Bogiem czy Państwo Sawiccy z Dąbek, czy pani Ela – z Ośrodka Wczasowego „Maria” – też w którejś z książek była wspomniana.

Urodziłam się z piórem w ręku

Magdalena Zarzeka: Są osoby które już znają Pani początki, ale nie wszyscy. Pani Moniko: jak to się zaczęło?
Monika Oleksa: Urodziłam się z piórem w ręku. Piszę piórem do tej pory. Kocham pióro i papier. Piszę od zawsze, odkąd sięgam pamięcią. Kiedy jeszcze nie potrafiłam pisać malowałam przeróżne historie w zeszytach; cały czas opowiadałam jakieś historie – tych historii miałam w głowie tysiące. Moje pisanie to jest chyba odpowiedź na to, że byłam bardzo wycofanym dzieckiem, że miałam problem z nawiązaniem relacji. Jako dziecko miałam tylko jedną przyjaciółkę, zresztą mam ją do tej pory. Ona mi w zupełności wystarczała. Chowałam się w świecie, o którym czytałam i w tym, który opisywałam. Moje pisanie wzięło się stąd, że pisząc spełniałam swoje marzenia. W dzieciństwie strasznie chciałam mieć psa. Tego psa opisywałam. To było moje marzenie. Teraz mam i psa i koty. Spełniam marzenia dziecka jako dorosła Monika.
Pisząc chowałam się przed światem, który był dla mnie obcy. Dużo lęków przed nim miałam. Moje pisanie to była moja przestrzeń: tam było wszystko takie poukładane, takie znajome. I tak zostało. Choć teraz już wychodzę ku temu światu i wydaje mi się, że nie mam problemów w relacjach z ludźmi, i potrzebuję tych ludzi, i nawet do nich lgnę. I myślę, że to wyobcowanie minęło. I, że to też jest łaska. Nic się nie dzieje samo z siebie.

Klucz do marzeń

Magdalena Zarzeka: No tak, chciała pani pisać i co zaczęła Pani pisać te książki?
Monika Oleksa: Oj, książki to długo, długo pisałam. Długo trwało zanim je napisałam. Pierwsze – do szuflady, ale te z szuflady nie przetrwały. A potem to już była taka determinacja młodej kobiety, że chcę to dotknąć, powąchać, żeby to była książka. Żeby to nie było napisane tylko dla mnie i dla 30 osób. Żeby to poszło do czytelnika. Odważyłam się, kiedy napisałam pierwszą powieść. Wysłałam i czekałam na odpowiedź. I się udało! To była powieść „Miłość w kasztanie zaklęta”.
Ale wcześniej jeszcze przed tym był zbiór opowiadań „Uśmiech mima”. To był dla mnie klucz do marzeń, bo to był zbiór opowiadań, które pisałam przez wiele lat. Wydaliśmy to z mężem własnym kosztem w bardzo małym nakładzie, który rozszedł się wśród znajomych. To cieszyło, bo można ją było dotknąć, przeczytać. Znajomy pożyczał znajomemu. I tak dalej. I to nazywam kluczem do marzeń, bo dostałam klucz z takim przesłaniem: no to teraz szukaj drzwi! Masz klucz, to teraz trzeba coś nim otworzyć!
I długo trwało poszukiwanie drzwi, bo „Uśmiech mima” wydaliśmy w 2002 roku, natomiast pierwsza powieść to rok 2011. Dziewięć lat szukałam odpowiednich drzwi, do których ten klucz będzie pasował. Ale to było tak, że ja te drzwi znalazłam, klucz włożyłam, drzwi uchyliłam. Ale one były tylko uchylone. We mnie nadal był lęk przekroczenia tego progu, wejście dalej; uwierzenie, że rzeczywiście potrafię to robić. Czułam, że to moje pisanie jest dobre. Ale cały czas był we mnie lęk czy czytelnik, który sięgnie po książkę też poczuje, że to jest dobre.
Długo to trwało, to moje uwierzenie. Nie po pierwszym tytule, nie po drugim czy trzecim. Dopiero teraz już jestem za tymi drzwiami. Już idę przed siebie i się nie boję kolejnych drzwi.

Do tej pory nie wierzę

Magdalena Zarzeka: Jak to jest zobaczyć swoje książki na witrynach?
Monika Oleksa: Zobaczyć swoje książki na witrynach i półkach księgarń – niezwykłe uczucie. Ja do tej pory w to nie wierzę. Tak stoję i patrzę. Ale patrzę na to z wdzięcznością: że to jest, że to się zadziało. Za każdym razem to mnie zadziwia i wzbudza we mnie taką wdzięczność: że to się wydarzyło, że to się dzieje naprawdę, że te marzenia się spełniają.

Literackie plany

Magdalena Zarzeka: Co teraz się pisze?
Monika Oleksa: Plany… to kontynuacja trylogii morskiej i „Nieba w kruszonce”….

Słuchając Moniki, odnosi się wrażenie, że tych planów, które ma – wystarczyłoby jej na kilka żyć. Ale o nich i innych zajmujących tematach, które Panie: Monika i Magdalena poruszały podczas promocji powieści ” Nad rzeką wspomnień” będzie można przeczytać w kolejnej części artykułu.