Siła korzeni

„Pochodzę z Pomorza“, w ten sposób odpowiadałam, gdy pytano mnie „Skąd jesteś?” Tak naprawdę sama nie wiedziałam co powiedzieć. Czy podać miasto, w którym się urodziłam i spędziłam wczesne dzieciństwo, czy też miasto w którym chodziłam do szkoły i dorastałam? Ani z jednym, ani z drugim nie czułam się związana.

Chęć przygód i brak perspektyw dla młodych ludzi w połowie lat 80-tych dwudziestego wieku spowodowały, że wyjechałam z Polski. Ciągnęło mnie jak najdalej. Tak się złożyło, że zamieszkałam w Niemczech. Pierwsze lata były bardzo trudne, bo mocno tęskniłam za rodziną, nigdy jednak za miejscem.  Przełom w moim życiu nastąpił w 1998 roku. Jesienią umarł mój dziadek. Był mi bardzo bliski, bo u babci i dziadka spędziłam wczesne dzieciństwo. Pogrzeb miał się odbyć na cmentarzu w Wojciechowicach, niedaleko Ostrowca Świętokrzyskiego. Dla mnie to była daleka droga.

Dziadek pochodził z Mierzanowic (Gmina Wojciechowice). Po wojnie, na skutek reformy rolnej, został zmuszony do opuszczenia Mierzanowic. Razem z babcią i trójką małych dzieci osiedlili się na Pomorzu. Tam spędził większą część swojego życia. Mimo tego zawsze chciał być pochowany w grobowcu rodzinnym na cmentarzu w Wojciechowicach.

Pamiętam dzień jego pogrzebu jakby to było wczoraj. Stałam na cmentarzu, byłam bardzo smutna, i równocześnie nachodziły mnie różne refleksje. Co to jest za siła, która tak mocno wiąże człowieka z miejscem, że chociaż po śmierci chce się tam wrócić? Czy to nie jest obojętne gdzie jest się pochowanym? Czytałam imiona wyryte na tablicy grobowca i zastanawiałam się kim byli moi przodkowie?

Po powrocie do domu zaczęłam szukać pamiątek po dziadku. Tęsknota za nim i chęć dowiedzenia się więcej spowodowały, że zaczęłam zbierać informacje. Z biegiem czasu zainteresowanie przerodziło się w pasję. Szukając swoich przodków po raz pierwszy pomyślałam, że szukam swojej tożsamości. Skąd tak naprawdę pochodzę? Początkowo poszukiwania były bardzo trudne, a i odległość też temu nie sprzyjała. Odkryłam, że moi przodkowie nie od zawsze żyli w Mierzanowicach. To była zagadka, którą udało mi się rozwiązać po wielu latach. Pewnego dnia odnalazłam w internecie metrykę, z której wynikało, że mój 5 x pradziadek żył w Bogucinie. Natychmiast zainteresowałam się tą miejscowością i natrafiłam na stronę Bogucin.net. Poczułam się, jakbym natrafiła na żyłę złota. Tyle tam informacji! Z ciekawością czytałam o historii tej miejscowości i o tym co się w niej dzieje. Stwierdziłam, że strona jest prowadzona w szczególny sposób. Czuje się duże zainteresowanie jej autorów własną miejscowością, wręcz miłość do niej. Pomyślałam, że o mieście, z którego pochodzę nikt w ten sposób nie pisze.

Kolejnym zaskoczeniem była szybka odpowiedz na pozostawiony przeze mnie komentarz.  Wywiązała się z tego intensywna korespondencja. Poznałam (na razie tylko wirtualnie) wspaniałych i niezwykle serdecznych ludzi, którzy są głęboko związani ze swoja małą ojczyzną i nie wyobrażają sobie mieszkać gdzie indziej. Wiedzą kim są i skąd pochodzą. Wiedzą kim byli ich dziadowie i pradziadowie – ludzi, którzy mają swoje korzenie.

Podziwiam ich pracę jaką wkładają w dobro Bogucina i działalność społeczną. Izba Regionalna, słownik gwary, czy też książka o historii tej miejscowości to w moich oczach prawdziwe skarby, za którymi kryje się ogrom pracy i pasja. Ja również spotkałam się z dużą pomocą w moich poszukiwaniach. Najbardziej jednak ucieszyłam się z faktu, że zostałam od razu przygarnięta jako „swoja”.

Niedawno znowu zostałam zapytana skąd jestem. Odpowiedziałam: „ Urodziłam i wychowałam się na Pomorzu, ale moje korzenie sięgają Bogucina”.

Fotografie Violetta Wodarz. Pamiątki rodzinne.