Dlaczego tak trudno uwierzyć w pandemię?

Odpowiedź na to pytanie wcale trudna nie jest. Nie ma tu nic do rzeczy wiara w istnienie wirusa covid-19. Jego istnienie jest dla mnie faktem niezaprzeczalnym. Nie neguję tego tak samo, jak nie zaprzeczam istnieniu atomów. Też ich nie widziałam, a przecież są. Schody zaczynają się później. To, co dzieje się wokół nas podważa wiarę w zasadność jakichkolwiek zaleceń. Niestety brak zaufania nie wziął się znikąd. Został bardzo starannie wypracowany przez rząd.

Informacyjny chaos 

Informacje na temat samego wirusa i choroby upowszechniane były ( i nadal są ) ludziom w sposób chaotyczny, czasem jedne drugim zaprzeczały. Więcej niewiadomych niż konkretów. Wszystko podszyte strachem. Bo jak się ludzie będą bali to będą słuchali! No i boją się. Co ktoś usłyszy – podaje dalej.  Trzeba przecież wiedzieć co się dzieje. A skoro informacji z góry brak to trzeba ich szukać gdzieś indziej.
Sposoby walki z chorobą, jakie były i są nam przedstawiane, to błądzenie po omacku. Podobno dużo ludzi przechodzi bezobjawowo i zaraża innych. Skąd wiadomo więc, że się choruje? Są ludzie bardzo chorzy, z powikłaniami – temu też nie ma sensu zaprzeczać. Różni są ludzie i różnie reagują ich organizmy na chorobę. Najgorsza jest jednak ta niewiedza. Nie wiadomo co i jak leczyć, co działa, a co nie. Mówią raz, że jest lek; że zamówiono jakąś niedużą ilość, a potem zaraz informacja pada, że dalej nie ma leku na tę chorobę. To w końcu jest czy nie ma?

Testy na… cierpliwość?

Testy ktoś gdzieś wynalazł. Błyskawicznie sprowadzone, za grube pieniądze z zagranicy. Za jeszcze grubsze rozprowadzane po kraju. Tylko nie do końca wiadomo co naprawdę wykrywają i na ile są wiarygodne. Ludzie testowani są według nie wiadomo czyich wskazań. I kwarantanna. Dla szaraków 10 dni, a dla tych wyżej postawionych 1,2,3 dni. Wedle chęci prominenta. Chyba.
Polskie testy też już, podobno, są. Tańsze, na innej zasadzie działające. Dlaczego nie ma o tym informacji? Czy czekamy, aż wykupione zostaną te droższe, nabyte za granicą? A może nasze będą się bardziej sprawdzały? Przy tej naszej całej narodowej dumie, tak często bronionej przez premiera, pasowałoby chyba polskich producentów wypromować a nie chińskich?

Na granicy absurdu 

Zamknięcie kraju, firm, szkół narobiło (i robi nadal) ogromne zamieszanie. W domach, w firmach, w gospodarce, w głowach. Skutki negatywne będziemy jeszcze długo odczuwać. Jakie korzyści nam to przyniosło? Co to dało społeczeństwu? Obroniło naród przed zarazą?
Zamknięcie przychodni dla chorych w czasie panowania wirusa wydawałoby się absurdem, a jednak tak się stało. Ci, którzy z racji wykształcenia i wykonywania zawodu medyka powinni stanąć na pierwszej linii ognia, nagle schowali się w bunkrach pozostawiając pacjentów samym sobie. Radźcie sobie jakoś!  A choroby dotykają ludzi tak samo jak przed pandemią. Wirus cowid-19 nie wyeliminował innych wirusów i bakterii. A co z przewlekle chorymi, wymagającymi kontrolnych wizyt, zabiegów? Porady na telefon mogą się sprawdzić w przypadku przedłużenia recepty, a nie diagnostyki! Tele porada nie zastąpi badania pacjenta. Dzięki takim rozwiązaniom dochodzi do wielu komplikacji np. wylewają się wyrostki (osobiście znam taki przypadek, a słyszałam o kilku).

Dostanie się do przychodni podstawowej opieki zdrowotnej jest trudne, do specjalistycznej i stomatologicznej graniczy z cudem. Czy to ma poprawić stan zdrowia Polaków? Ułatwić walką z tą nową chorobą? To raczej postawienie na selekcją naturalną: słabi i chorzy umrą, silni dadzą sobie radę. I nie musi nas wykończyć to coś nowe, co przyszło teraz. Stare choroby same sobie z nami dadzą radę. Szpitale boją się przyjmować chorych przywożonych karetkami, przez co jeżdżą one od jednego do drugiego szpitala. Czasem zanim gdzieś chorego przyjmą, on już do innych drzwi puka.

Ogromny niesmak wzbudza to, że często ten sam lekarz, który siedzi zamknięty w przychodni przy telefonie, po południu szeroko otwiera drzwi gabinetu prywatnego. Za pieniądze, oczywiście. Wirusa się nie boi, gdy pacjent z grubym portfelem przychodzi. Może zamiast maseczki na nos i usta trzeba przykleić sobie banknot 200 zł do czoła, skoro to taki skuteczny odstraszacz wirusa?

Zatrudnianie lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli w kilku miejscach nie sprzyja raczej zachowaniu reżimu sanitarnego. Trudno się więc dziwić pojawiającym się nowym ogniskom w szpitalach i szkołach, skoro ludzie tak się kręcą pomiędzy nimi. Podobno należy ograniczyć kontakty z innymi? Ale to dzieci oskarża się o roznoszenie wirusa!

Ustawa, statystyki i brak logiki

Przekręty, ogromne pieniądze wyrzucane w błoto lub interesy załatwiane przy okazji walki z pandemią wywołują w normalnym człowieku ostry sprzeciw i gniew. W jaki jednak inny sposób może zareagować zwykły szary człowiek? Dlaczego instytucje powołane do pilnowania prawa nie zajmują się tym?
Ustawa gwarantująca bezkarność za nadużycia w czasie pandemii jest zupełnym zaprzeczeniem jakiejkolwiek logiki. Za złodziejstwo w czasie ewakuacji przed tornadem czy powodzią należy się przecież więzienie (podobno w USA można nawet strzelać do takich złodziei!), a tu mamy głaskanie po głowie.
Statystyki. Miały uspokajać – uspokajały spadkiem. Mają przerażać – więc teraz przerażają wzrostem. Dziwnie, że zgodnie z potrzebami rządzących elit. Poza tym półprawdy to jeszcze nie kłamstwa, więc co tam! Wyniki pozytywne testów i decyzje o kwarantannie dostają ci, którzy testów nie robili; ci, którzy robili nie mogą się doczekać wyniku itp.
Nadużycia i bałaganu zniechęcają szarego człowieka do wiary w to, co słyszy. A że z każdej strony coś innego – to też nie pomaga.

Brak logicznego wytłumaczenia wprowadzanych zaleceń nie sprzyja ich przestrzeganiu. Zwłaszcza, gdy brak ku temu podstawy prawnej. Zalecenie to jeszcze nie obowiązek. Rozporządzenie to nie ustawa. Czy teraz oprócz tego, że pandemia zmusiła nas do bycia nauczycielem i lekarzem we własnym domu to jeszcze prawa musimy się uczyć? To w końcu można nałożyć mandat za brak maseczki czy nie? Czy sanepid może ukarać zwykłego człowieka grzywną czy nie? Nakładanie sankcji na wolnego człowieka, straszenie mandatami i grzywnami sanepidu nie pomaga w zachowaniu zdrowego rozsądku. A zdrowy rozsądek powinien być podstawą działania każdego człowieka. Zwłaszcza, gdy pojawia się niebezpieczeństwo. Strach nie jest dobrym doradcą. Do czego prowadzi zastraszanie? Do czego dążymy? Policja i sanepid, którzy mieli w założeniach swych chronić ludzi przed niebezpieczeństwem, teraz służą władzom naszym jako poborcy. Czyżby łatali niedobory w państwowej kasie, powstałe przez niefrasobliwe wydawnictwo dzięki wydzieraniu obywatelom uczciwie przez nich zarobionych pieniędzy. Czy to w porządku?

Droga donikąd 

To wszystko przeżywają dorośli. Wielu nie radzi sobie z takim dużym obciążeniem psychicznym. Często odreagowują swój stres na słabszych. Agresja słowna rozchodzi się jak fala. Niestety dociera także do dzieci. Potem w szkole, na podwórku słychać jej echa. Jak sobie one mają poradzić z takim bagażem? Emocje przenoszone są na rówieśników i młodszych. Rodzą się nowe problemy psychologiczno-pedagogiczne. Samo noszenie maseczek przez dzieci jest problematyczne, bo tak naprawdę niewiele ma to wspólnego z ochroną. I tak stykają się ze sobą w świetlicy, szatni, na placu zabaw, boisku. A maseczka sterylność traci zaraz po włożeniu do kieszeni czy tornistra, nie oszukujmy się, że chronić będzie od czegokolwiek. Poza mandatem oczywiście. Stąd też jeszcze jedno pytanie się rodzi : czy dziecko bez maseczki też ukarane zostanie mandatem? A na rowerze też w maseczce ma jeździć?
Straszne czasy nadejdą, jeżeli będziemy na wszystko tylko patrzeć z boku, z bezpiecznej pozycji obserwatora, bez prawa głosu. Wyrośnie nam pokolenie aspołecznych dziwolągów, powykrzywianych na wszystkie strony od braku ćwiczeń fizycznych i siedzenia przed komputerem. O ile zdoła dorosnąć, bo depresje wśród dzieci są co raz częstsze i często prowadzą do samobójstw i okaleczeń. Przy braku psychologów w szkołach i dostępu do lekarza, izolacja w postaci nauki zdalnej załatwi nam podwyższenie statystyk umieralności. Z powodu covid-19, oczywiście.