Depresja od środka

Depresja jest jak ośmiornica. Oplata cię wokół i ściska, aż brakuje tchu. Z każdej strony macki przysysają się do wszystkiego i duszą.
To straszny stan. Przerażająca choroba niszcząca ciało i umysł. Żyjąc wśród ludzi sobie bliskich taki człowiek umiera powoli, dzień po dniu. Jest go co raz mniej, aż w końcu znika całkiem.

Nie lekceważyć, nie bagatelizować

Dopiero niedawno zaczęto głośno mówić, że to choroba. Niektórzy machają ręką mówiąc : „To fanaberie!” Czasem chory słyszy : „Nie myśl o głupotach tylko weź się za robotę!”, „Nie wymyślaj!”, „Przesadzasz!” To nie jest takie proste. To nie jest kwestia wyboru. Tak po prostu odbiera otaczającą go rzeczywistość chory człowiek.

Dusiciel duszy

Powoli wypełza to coś z głębi duszy i zaczyna dusić. Odbiera chęć życia, ściera z oczu sens, zagłusza protesty woli życia. Szarość barw, marazm, brak energii i pomysłu na życie, brak chęci do spotkania z drugim człowiekiem. Narasta to co raz bardziej. Pojawiają się fobie, człowiek zapada się w sobie co raz bardziej. Czasem przechodzi to w obłęd, czasem po prostu zjada człowieka od środka. Do końca. Całkiem.

Samemu ciężko

Rzadko się zdarza, że dotknięta tą chorobą osoba poprosi o pomoc. Tu trzeba by inni patrzyli uważnie i zobaczyli, że coś jest nie w porządku, coś się nie zgadza, coś nie pasuje. I że trzeba pomóc. Porozmawiać, zaprowadzić do psychologa, bo samemu trudno pomóc.
Na początku jest łatwiej wybadać problem nawet laikowi, byle miał wrażliwe serce i uważne oko. Wystarczy zainteresować się, porozmawiać. Ludzie boją się psychologa. Są przekonani, że to wstyd tam iść; wstyd, że sobie ze sobą ktoś nie radzi.
Tylko, że samemu ciężko jest udźwignąć ciężar tej choroby. Czasem potrzebne są leki by wyjść na prostą. Czasem regularne sesje terapeutyczne wystarczą.

Bez szans 

Zostawiony sam sobie chory człowiek nie ma szans. Zamykanie oczu na problem go nie zlikwiduje. Można oszukać innych, ale siebie już nie. Prędzej czy później wypełznie ta ciemność i pochłonie każdy promyk nadziei.
A wtedy nie zostaje już nic.
Nie ma sił do życia.
Nie ma sensu.
Tylko cierpienie duchowe i fizyczne.
A wybawieniem od tego – jedynie śmierć.