Pielgrzymka w czasie pandemii

4 sierpień 2020 rok. 6 rano. Nad lubelskim Placem Katedralnym niebo zaplatane w chmury, przez które niemrawo przedziera się bezsłoneczny poranek. Jak rodzynki w cieście, tu i ówdzie, z niewielkimi garbami plecaków zmierzają do świątyni różnowiekowe osoby. Wśród nich: siostry zakonne, księża, bracia i ojcowie zakonni oraz my – “cywile”. Niewiele nas. Rzec można: garstka.

Zanim wyruszymy

Wnętrze archikatedry nastrojowo oświetlone. W ławkach i nawach zamaskowane, skupione na modlitwie. Podczas mszy św. wsłuchują się w słowa, które będą nieodłącznym towarzyszem przez najbliższe 40 kilometrów pieszej wędrówki. Wędrówki do Jasnogórskiej Madonny. Ale też, a może przede wszystkim, wędrówki asfaltowymi i polnymi drogami swego serca. W ekwipunku zarzuconym na plecy niesiemy rzeczy służące ciału a na dnie duszy dźwigamy prośby, postanowienia, błagania – niematerialny życiowy ciężar a obok niego – jako przeciwwagę, by w drodze nie upaść: podziękowania za łaski już otrzymane.
Rozpoczynając z Lublina 42 pielgrzymi szlak za wzór do naśladowania i drogowskaz zabieramy historię życia Prymasa Stefana Wyszyńskiego oraz, wraz z osobistymi intencjami, zbiorową modlitwę o ustanie pandemii.

Zaufałem drodze…

Przed nami około 68 tysięcy kroków, na które w tym dniu mają przemierzyć nasze stopy na trasie z Lublina do Wilkołazu. Pierwsze z nich pokonujemy w towarzystwie ks. biskupa Stanisława Budzika i przewodnika pielgrzymki – ks. Mirosława Ładniaka (do pierwszego postoju na Węglinie) a kolejne musimy “przedreptać”, idąc kolumną w jednej z trzech pięćdziesięcioosobowych grup:
* Grupa 1 – Dekanat Lublin – Śródmieście
* Grupa 2 – Dekanat Lublin – Zachód
* Grupa 3 – “Kapucyńska”.
I podreptaliśmy w szeregach “Trójeczki” z bratem przewodnikiem Piotrem Kowalczykiem, mijając domy, pola, lasy, dymiące spalinami auta oraz tych, którzy wyszli (jak co roku) na chodniki, przed posesje, i tych wychylających się z okien i balkonowych wnęk. Pozdrawiamy ich, machamy dłońmi a oni odwzajemniają tymi samymi gestami.

fot. facebook.com/pielgrzymkalubelska

W tym roku inaczej

W tym roku inne osoby niż zarejestrowani pielgrzymi nie mogą iść ramię w ramię w grupach z pątnikami, by ich odprowadzić kawałek na rogatki miasta.
W tym roku, ten, kto bardzo chce przejść z pielgrzymami etap do pierwszego postoju – musi zachować dystans maszerując chodnikiem – poza “nawiasem” grupy.
W tym roku na odpoczynek zatrzymujemy się przy świątyniach i remizach strażackich, gdzie nie czekają na nas mieszkańcy z tradycyjnym poczęstunkiem. Pandemiczne środki ostrożności.
W tym roku, podczas pierwszego dnia pielgrzymowania, na wytchnienie dla zmęczonego ciała służą nam miejscowości:
* Lublin – Węglin
* Tereszyn
* Strzeszkowice
* Niedrzwica Duża
* Niedrzwica Kościelna
* Sobieszczany.
W docelowej miejscowości Wilkołaz, przy kościele św. Jana Chrzciciela meldujemy się z nastaniem godziny 19.00, by stamtąd (bez Apelu Jasnogórskiego) wrócić autokarami do Lublina.
Bo w tym roku jest zupełnie inaczej, na pielgrzymim szlaku. Inaczej, choć miłość ta sama. Trud ten sam. Intencje podobne. Konferencje, nauki, modlitwy – w takiej samej formie, choć treści innej, jak co roku.
W tym roku pielgrzymka ma formę sztafety. Codziennie idą inne grupy (trzy, choć powtarzają się co kilka dni) o łącznej liczebności w kolumnie – 150 osób. Na koniec dnia jedni wracają do domów, a następnego inni wyruszają (dowiezieni autokarami), z miejsca do którego dotarli pielgrzymi dnia poprzedniego, w dalszą trasę. I tak codziennie: od 4 do 14 sierpnia.

Soli Deo!

Soli Deo honor et gloria! – wołał Prymas Stefan Wyszyński
Soli Deo! – powtarzają w ślad za nim tegoroczni pielgrzymi.
Czy ich prośby, te wielkie, mniejsze i całkiem maleńkie zostaną wysłuchane? Pokaże czas i wola Stwórcy.
A jeśli nawet zostaną, ale nie do końca tak jak my sobie tego życzymy, trud pielgrzymowanie nie pójdzie na marne.
Bo jeśli wszystko w życie, dzieje się “po coś”, w pewnym momencie zrozumiemy, po co nam była ta droga.