Wskakujemy w kajaki!

Przecudna pogoda,
słońce i woda!
Roześmiane buzie,
i wszyscy na luzie!
Mamy metodę,
jak przeżyć letnią przygodę.
Wokół szuwary, tataraki,
Hej, załogo! Wskakujemy w kajaki!

Skok do wody!

I wskoczyliśmy do nich z mini pomostu, wprost do Wieprza w zwierzynieckich okolicach. Malownicza trasa, na której należało uważać na korzenie i fragmenty drzew, piaszczyste mielizny, ostre zakola i… wiosła płynących tuż obok a jednocześnie podziwiać niecodziennie oglądane widoki. Rozpościerały się one przed i nad nami na przestrzeni kilkudziesięciu minut rzecznej “żeglugi”. Nasza brygada składająca się z 8 kajaków radziła sobie ponadprzeciętnie lawirując pośród innych załóg, którym zdarzało się ustawić swoje “kanoe” okoniem i zatarasować wodny korytarz. Poza jednym czy dwoma wyścigami, żadnych nonszalanckich wyczynów nie odnotowano; nikt też (chwalić niebiosa) nie zatopił kajaka ze współpasażerem, ani nie rzucił się do Wieprza, by popływać w ubraniu. Do portu docelowego – zalewu Rudka dotarliśmy radośni i w komplecie.
A po opuszczeniu przyjaznej przystani dla kajaków, udaliśmy się do nie mniej przyjaznego ustronia, by w plenerze i w pobliżu ogniska zregenerować nadwątlone siły, porozmawiać i pożartować.

Lato, nie odchodź!

W lecie jesteśmy lżejsi. I dosłownie i w przenośni. Zrzucając wierzchnie ubrania, nie tylko z ramion pozbywamy się ciężaru. Częściej uśmiechamy się, dowcipkujemy, mniej zamartwiamy, chowamy kolce, stajemy się bardziej wyrozumiali i łatwiej darujemy innym “niedoskonałość”. Trzeba się cieszyć tym letnim czasem, bo mija zbyt szybko. I “ludkami”, którzy mają możliwość spędzać z nami równie sympatyczne chwile jak te podczas niedzielnej kajakowej wyprawy do Zwierzyńca.