„Szanowny Panie Boże… .”

„Dziękuję, że przyszedłeś.(..). Był ranek.(…) Było tak wcześnie, że ptaki jeszcze spały,(…) Ty jednak próbowałeś stworzyć świat. Ciężko Ci szło, ale nie dawałeś za wygraną. Niebo stawało się coraz bledsze. Nasycałeś powietrze bielą, szarością, błękitem, odpychałeś noc, wskrzeszałeś świat. Bez wytchnienia.(…)
Zrozumiałem, że jesteś obok. Że zdradzasz mi swój sekret: codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.”
To jedne z bardziej poruszających słów

, jakie udało mi się odkryć. Są myślami dziewięcioletniego chłopca, bohatera opowieści Erica-Emmanuela Schmitta „Oskar i Pani Róża”. Oskar umiera. Pośród chłodu szpitalnych korytarzy, gdzie nieustannie toczy się walka: życia ze śmiercią, nadziei ze zwątpieniem, ukojenia z bólem, radości z cierpieniem, spokoju z przerażeniem, odchodzi.
Warto pochylić się nad niecodzienną historią jego ostatnich dni. Historią pożegnania ze światem, pożegnania z bliskimi. Pochylić się i zatrzymać. Zobaczyć w niej odbicie nurtujących nas myśli.
„Myśli, których się nie zdradza ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić” – ostrzega Ciocia Róża, wolontariuszka i dobry duch czuwający przy Oskarze. A gdyby tak podzielić się nimi? Tymi, psującymi się myślami. Zdjąć połowę gniotącego ciężaru w rozmowie z kimś, kto poda rękę i podniesie z kolan. Takim „kimś” dla Oskara była niepozorna starsza pani, której mądrość sprawiła, że chłopiec bez strachu podążał tam, gdzie kiedyś… wszyscy pójdziemy. Ale zanim to nastąpi, spróbujmy chwytać każdy dzień jaki nam pozostał i patrzeć na świat ciekawością dziecka.
„Zawsze jest jakieś rozwiązanie” – czytamy dalej. Ale czy na pewno? A może nie wszystko da się rozwiązać? Czasem jest coś, co trzeba przeżyć. Tak po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *