I Boguciński Spływ Kajakowy [kilka słów zamiast relacji]
W niedzielę 11 sierpnia, zgodnie z planem, odbył się I Boguciński Spływ Kajakowy. O g. 11.00, 43 pary chętnych do wiosłowania rąk wsiadło na pokład autobusu, aby dotrzeć do miejsca wodowania. Dla większości było to pierwsze wodowanie w życiu. Może dlatego od razu wyczuwało się wśród uczestników lekkie napięcie i pewien stymulujący do większych wyzwań dreszczyk emocji. Z braku czasu nie jestem w stanie dokładnie opisać przebiegu wczorajszego dnia. Pragnę podzielić się jedynie kilkoma podsumowującymi myślami.
Po pierwsze należy stwierdzić, że otworzyliśmy tym spływem nową jakość turystyki bogucińskiej, która jak wynika z wyrażanych powszechnie wrażeń uczestników, będzie prawdopodobnie corocznie kontynuowana. Niewykluczone, że zrealizujemy kiedyś również spływ z noclegami nad wodą – ale to tylko pomysł na przyszłość.
Po drugie, wyrażając się językiem militarnym, trzeba jasno powiedzieć, że w dniu wczorajszym, Bogucin, po raz pierwszy może w swej historii, zaatakował obiekty naziemne bezpośrednio z wody. Nie wiedzieliśmy jak nam to pójdzie. I jak zwykle poszło bardzo dobrze. Po kilkugodzinnym spływie, Bogucinianie ubrani w charakterystyczne zielone koszulki-mundurki ze słonecznikiem, zbliżyli się w masie 43 par wioseł do brzegu Zalewu Zemborzyckiego, wzięli na cel znajdujący się nieopodal obiekt lądowy i przegoniwszy tubylcze niecywilizowane lokalne bandy, zdobyli go w brawurowym stylu, przejmując nad na kilka godzin pełną kontrolę. Jest to wydarzenie bez precedensu, które z pewnością znajdzie w przyszłości swoje miejsce w historii bogucińskich podbojów.
Po trzecie, nie można pominąć faktu, że tak samo jak w przypadku wcześniejszej akcji „Festyn 2013”, tak i w tym przypadku, nasze oddziały miały niesamowicie sprzyjające warunki pogodowe. Odbieramy to jako oznakę Bożego błogosławieństwa dla wspólnych wysiłków w budowaniu naszej małoojczyźnianej bogucińskiej wspólnoty. Jednocześnie nie możemy zapomnieć o osobistym dziękczynieniu, które moim zdaniem powinno, w dogodnym czasie, przybrać również formę wspólnotową i odbyć się pod przewodnictwem księdza Proboszcza w czasie Mszy Świętej. Powinno to się stać naszą coroczną tradycją. Poddaję tu jedynie pomysł na przyszłość. Wszak odbierając w czasie obecnym tak wielkie błogosławieństwa, jednocześnie troszczymy się o to, aby ich nie stracić w przyszłości. Zawsze może się to stać, gdyby zabrakło w naszych sercach skruchy za to co było niepotrzebne oraz gdyby brakło wdzięczności za wielkie dobro, jakie nam zostało dane z góry. Oczywiście, z pomocą księdza Proboszcza, nie dopuścimy do tego, aby tak się stało.
Podsumowując trzeba powiedzieć prawdę. Odnieśliśmy kolejne zwycięstwo i poznaliśmy jego nowy smak. Dodatkowo, odnieśliśmy zwycięstwo działając w zupełnie obcym dla nas terenie; gdyż boguciński lud, jak można było usłyszeć jeszcze przed wodowaniem, jest w głównej mierze jednak mocno lądowy. Jak zwykle w przypadku Bogucina, plan został zrealizowany w 140% – choć z tego 40% naddatku, z powodzeniem i bez szkody dla całej imprezy można byłoby moim zdaniem zrezygnować . Wszak zawsze trzeba uważać, aby nie przeciążać doskonałej formy, która daje piękne odlewy, wtedy tylko, gdy wlewa się w nią dokładnie tyle szlachetnego materiału, ile jest ona w stanie w sobie pomieścić…
Do kolejnego wodowania. Ahoj!


Nie wiem jak reszta , ale ja na pewno piszę się na kolejny, ale dłuższy spływ. Widząc brzeg Zalewu miałam ochotę zawrócić 🙂
Następny zrobimy na 100%. Z tych 40% procent zrezygnujemy…