Jak do szczęścia niewiele trzeba

Niewiele czasem do szczęścia potrzeba. Bogutkom wystarczyło trochę śniegu, kawałek górki i coś do zjeżdżania. No i jeszcze chlebek przypieczony na ognisku.

Z kościelnej górki

Bogutki wielokrotnie korzystały z kuligów i różnych zimowych atrakcji. W tym roku za sugestią naszego garbowskiego księdza proboszcza uznaliśmy, że trzeba też wypróbować górkę za kościołem. Okazał się to strzałem w dziesiątkę. Zjazd z tej wysokości daje wystarczającą adrenalinkę. Wiem, bo sama też zjeżdżałam. Wbrew pozorom zjazd jest bezpieczny. Dzieci bez końca zjeżdżały i wchodziły z powrotem na górkę. Aż dziwne skąd tyle siły miały. Różnorodność sprzętów do zjeżdżania też była imponująca. Czego tam nie było: pontony, sanki, ślizgi no i oczywiście niezawodne worki z sianem, które szczególnie polecam. W cudnej zimowej scenerii z widokiem na nasz piękny kościół bardzo miło spędziliśmy czas z Bogutkami i ich rodzicami. Dzieci jednomyślnie prosiły, aby koniecznie, ale to koniecznie, powtórzyć tę przygodę.