Jesień puka do drzwi…
Pierwszy dzień zapisanej w kalendarzu jesieni jawi się promiennym odcieniem dogasającego lata. Rozłożyste gałęzie owocowych drzew uginają się pod ciężarem kształtu i zapachu plonów, które wydały. Orzechy pękają, by wydostać się niczym pisklę ze skorupy. Słoneczniki karmią ziarnami stada szarych przybyszów buszujących po talerzach ich głów. I mimo, że niebawem melancholia coraz krótszych dni, z coraz mniejszą zawartością słonecznego ciepła i blasku nadciągnie nieuchronnie zmieniając swe pogodne oblicze, niech na każdy dzień przyświeca nam sentencja Horacego: „carpe diem !”. „Chwytaj dzień”, tak – jak w warkoczach poniższych strofek uchwyciła paletę barwy, smaków i jesiennych woni oraz tęsknotę za mijającym latem Pani Zofia Abramek.
Już jesień…
Schyłek lata ku jesieni
bujnie kwitnąc schylił głowę,
i z rozmachem, tchnieniem wiatru
– gasi szałwie purpurowe.
Płonie barwą aksamitek
i czerwieniem róż korale.
Muska pączki chryzantemom,
późne lato kroczy w chwale.
Z pól brzemienne zeszło traktem:
wozy zboża, gryka rdzawa.
Ziemniak dumnie pręży bulwy,
przy ogniskach wre zabawa.
Tak dostojne, późne lato
zda jesieni panowanie.
W ludzkim życiu takoż bywa,
i cóż z lata nam zostanie?
Chwyci jesień w silne dłonie
krasę astrów i dostatki.
Ptasząt głosy wnet umilkną,
drzewom każe zmienić szatki.
Pomaluje winogrona,
da słodyczy hojną dłonią.
Sypną ziarnem słoneczniki,
przed wróblem się nie obronią.
Mami oczy pani jesień,
stroi drzewa w żółć, purpury.
Snuje pola babim latem
i podstępnie zbiera chmury.
Jeszcze niebo tak błękitne,
jeszcze słonko tak przygrzewa.
Pachną jabłka, gruszki, śliwki,
ale ptaszek już nie śpiewa.
Gasną ognie aksamitek,
dziwne kwiaty w wiciokrzewie.
Jasny fiolet w jesieninach,
na jak długo, nikt z nas nie wie… .
Jeszcze tylko chryzantemom
krótkie, bujne królowanie.
Zasną krótko na mogiłkach
i ślad po nich nie zostanie.
Poszaleje złota jesień,
aż ochłonie w ognisk dymie.
Znowu splecie dżdżu warkocze
i da berło pani zimie.
A cóż będzie z moim latem,
z moją wiosną, wiosną cudną?
One do mnie już nie wrócą
i z tym się pogodzić trudno.
Wstrzymaj jesień, Panie Boże.
Niechaj ciągle będzie lato.
Jeszcze tyle chciałam zrobić,
a tu – mało czasu na to.
Wolą stwórcy, tylko ziemia
wciąż przeżywa cykl pór roku.
Człek – raz tylko. I wystarczy!
Więc z zazdrością patrzę z boku.
Gdy za głośno jesień puka,
to otwieram ogród marzeń… .
Tam przebywa moja wiosna
w splocie brzóz z dzieciństwa zdarzeń.
Zamknę oczy – pachną fiołki.
Pola budzi śpiew skowronka.
Tu stokrotek złote główki
rozchylają się do słonka… .
W szyby jesień stuka deszczem.
Drżące liście wiatr zamiata.
Pachnie garść suszonych kwiatów
– promyk minionego lata.

