Znieczulica

Zwyczajny dzień. Zwyczajni ludzie. Zwyczajna wieś. Nasza wieś – Bogucin. Nastolatka jechała przez nią rowerem. Spokojnie, bez pośpiechu, bo przecież wakacje, nic nie goni. Po prostu rekreacja.

Nikt się nie zatrzymał

Nie wiadomo co było przyczyną kraksy: czy to dziura w jezdni, czy kamień, czy patyk – to w zasadzie nieistotny szczegół. Ważne, że się wydarzyło. Kierownica poleciała w bok, a dziewczyna wyleciała z siodełka jak z procy, przez kierownicę prosto na asfalt, zdzierając do krwi ręce i nogi. Rower siłą odrzutu wylądował w rowie. Choć nastolatki wstydzą się łez, to one czasem jednak płyną. Wtedy popłynęły. Z bólu, zaskoczenia, przestrachu. Siedziała więc na poboczu drogi zapłakana, pozdzierana, potłuczona. Środek wsi, biały dzień. Samochody przejeżdżały obok. Nikt się nie zatrzymał. Tylko patrzyli i jechali dalej. Bo do pracy, do sklepu, do lekarza – milion powodów by się nie zatrzymać. Niech ktoś inny się tym zajmie! Nie ja! To nie moje dziecko, nie znam jej, śpieszę się! Dobrze, że zdjęć nie robili… .

Życie powszednie

Samotność w tłumie. Ciasno, trudno wprost oddychać. Trzeba bardzo uważać, żeby nie upaść bo nie popatrzą pod nogi i zadepczą. Nie podadzą ręki, nie pomogą wstać. Mają swoje życie, swoje sprawy. Reszta to tło. Niech mi nikt nie burzy planu dnia! Czy tak postępuje człowiek? Chrześcijanin? Katolik? Wiara tylko w kościele?
Przypowieść o Dobrym Samarytaninie pozostaje dla wielu już tylko elementem literatury, bez związku z życiem. Odrzucony jako fikcja. Niepotrzebny. Jezus mówił o takich: „Byłem głodny a nie nakarmiliście mnie, byłem spragniony, a nie daliście mi pić”. Bronili się twierdząc, że przecież nigdy Go nie spotkali. „ Coście uczynili jednemu z tych braci najmniejszych- mnieście uczynili”. A co nie zrobili, też obciąża sumienie jako grzech zaniechania. Ile takich kamieni przyjdzie Ci dźwigać na podsumowanie życia, człowieku?

Rodzina łabędzi

Na ulicę wyszła rodzina łabędzi. Chciały chyba przejść na piechotę znad jednego stawu nad drugi. Dwoje rodziców i pięcioro dzieci. Duże już, ale jeszcze szare. Trafiły jednak na barierę betonową po drugiej stronie i zatrzymały się bezradne. Zatrzymały się auta, najpierw po jednej, a potem po obu stronach jezdni. Kierowcy i pasażerowie czekali. Na co? Nie wiem. Co chwila jakiś samochód omijał na siłę tę grupę ptaków. Raz z jednej, raz z drugiej strony. Dopiero gdy jedna osoba wyszła z auta i zaczęła powoli przeganiać ptaki z jezdni w stronę stawu, dołączyły do niej inne osoby. A w tym czasie następne samochody wymijały stojące w korku auta i grupę ludzi zaganiających ptaki. Śpieszyło im się. Po paru chwilach korek został jedynie wspomnieniem okraszonym zdziwieniem.

Na drodze może się wiele wydarzyć. Nie na wszystko będziemy przygotowani, ale pamiętajmy, że człowiekiem trzeba być zawsze. Dla swoich i obcych.