Komu chryzantemę?

Siedem lat temu – Jan,
sześć – Kazimierz,
pięć – Mieczysława,
cztery – Stefania,
trzy – Marian,
dwa – Małgorzata,
rok – Daniela,
a niespełna miesiąc – Tadeusz.

Takie życie…

I nie ma roku, żeby po kimś nie została pustka.
Nie ma roku, żeby na “wypominkowej” liście nie dopisywać kolejnej szarfy z imieniem i nazwiskiem.
“Takie życie” – mówią. Żeby tylko coś powiedzieć.
“Był człowiek, nie ma człowieka” – ciężko wzdychają. I łzę ukradkiem wycierają.
“Tylko 60 lat. Mogła jeszcze pożyć” – kiwają głowami nad nagłą śmiercią koleżanki, sąsiadki, kuzynki.
“Dlaczego?” – pytanie przewrócone wichrem rozpaczy milknie. I niejedno ściśnięte gardło nawet kształtu tego słowa wypłakać nie zdoła. Bo ciągle ktoś za wcześnie gaśnie; zwłaszcza dla tych – dla których jest światłem.
Rozpacz, żal, tęsknota z czasem odchodzą ale drzwi zostawiają niedomknięte… dla uczuć, które w nas pozostają. I to one ciągną nas w ten listopadowy dzień, by stanąć nad zimną nagrobną płytą. By wspomnienie przywołać, modlitwę wyszeptać, łez nie powstrzymać, lampion zapalić, zmarłej babci nagrobek chryzantemą ozdobić. Bo lubiła kwiaty a szczególnie chryzantemy “w pełnym barw rozkwicie”.

Zakaz wstępu

Niestety, w tym roku, choćby nie wiem jak silne uczucia nami miotały, nie przystaniemy: ani w w Dniu Wszystkich Świętych ani w Dzień Zaduszny nad grobem, tych którzy odeszli. W piątkowe popołudnie rząd wprowadził kolejne obostrzenia związane z pandemią. Zakaz numer jeden, przekazywany lotem błyskawicy, spada niczym grom: w dniach od 31 października do 2 listopada cmentarze będą zamknięte.
“Tradycja jest ważna ale życie jest ważniejsze” – przekonują medialnym tekstem. Tradycji stało się zadość w piątek, kiedy – kto tylko mógł – spieszył ku nekropolii, by zdążyć przed północą zapalić znicze, w zadumie przystanąć. Tłumnie się zrobiło. Jasno od tysięcy płonących lampek.
I tylko smutek ten sam pozostał. Ten sam… bez względu na zalecenia, nakazy, zakazy.

 

Komu chryzantemę

Blade słońce października pieści chryzantemy
te w ogródkach i te w szklarni, nawet doniczkowe.
Inspiruje do rozkwitu pączki małe, duże,
by zdobiły ważne święto – to listopadowe.

Tych co nie ma już na ziemi nie ucieszą kwiaty
mimo wszystko pamięć o nich rozjaśnią barwami
i pomogą nam, żyjącym, wracać do nich myślą.
Przynoszone chryzantemy opleść modlitwami.

Takie różne gatunkowo, specyficzną wonią
kojarzą się z ciszą wieczną, ziemskim przemijaniem.
strojne, pyszne i dostojne zwykle kończą żywot
na mogiłkach ścięte mrozem, żałosne czekaniem

na cieplejszy podmuch wiatru, promyczek nadziei
co ocali iskrę życia w barwnej chryzantemie.
Już za późno, miały tylko stroić Święto Zmarłych.
Dzień Zaduszny otulony mgłami zimno drzemie.

Świec płomyczki ocieplają aurę nekropolii
żywe kwiaty im w podzięce rozchylą płateczki.
I wspomnienia i modlitwy wśród odblasków świateł
będą dobre, miłe, szczere jak oczy mateczki…

co za życia miała ogród z istnym morzem kwiecia.
Ukochała słoneczniki – położę na płycie,
tato lubił kwiaty polne – będą chabry, maki
a dla babci chryzantemy w pełnym barw rozkwicie.

Trochę dziwne; toż to tylko wielobarwne kwiaty
nieobecnym niepotrzebne, za to mnie pomogą
ból ukoić i tęsknotę, snuć dobre wspomnienia,
jeszcze raz iść razem z nimi krętą, ziemską drogą.

I przytulać tych najdroższych tak w myślach, na niby.
Wraz z modlitwą to powiedzieć, czego nie zdążyłam
i rozmawiać tak jak kiedyś, widzieć w wyobraźni.
Z myślą o nich nową świeczkę właśnie zapaliłam…

Żalu nigdy nie wypłaczesz, deszcz ci nie pomoże,
namacalnie nie pokażesz już swego kochania.
Módl się szczerze i gorąco by Bóg był łaskawy.
Patrz na piękną chryzantemę – symbol przemijania…

Zofia Abramek