Po nitce do… Bogucina

Kim jestem? Skąd pochodzę? Jak zaczęła się moja historia? Takie właśnie pytania zadaje sobie wielu ludzi. Bez względu na wiek czy wykształcenie. Chcą po prostu znać swoje korzenie. Internet pomaga w takich poszukiwaniach. Znaleźć w nim można zarówno skany dokumentów zmarłych przodków, bądź też nawiązać kontakt z żywymi krewnymi albo tymi, którzy poszukiwania genealogiczne mogą ułatwić.

 Drogi prowadzące do Bogucina

Takimi zakręconymi drogami łącz satelitarnych trafiła do krainy swych przodków pani Violetta Wodarz, mieszkająca od wielu lat w Niemczech. Portal bogucin.net okazał się swoistym łącznikiem umożliwiającym kontakt. Po wymianie licznych e-maili z redakcją zdecydowała się skorzystać z zaproszenia państwa Flisiaków i odwiedzić Bogucin oraz bliższe i dalsze jego okolice.
Czas tych odwiedzin spędzony był bardzo intensywnie. Odwiedzić trzeba było groby przodków, obejrzeć posiadłość, która zarządzał przodek pani Wioli. Całą sobą chłonęła unikalną atmosferę tych miejsc, które jej przodkowie nazywali domem.

Spotkanie w Izbie 

Nie mogło zabraknąć również spotkania z teraźniejszymi mieszkańcami Bogucina. Wczesnym ciepłym wieczorem 18 czerwca 2021 roku ci, którzy byli ciekawi poznania P. Wodarz przybyli na spotkanie (z konieczności w okrojonym nieco składzie ze względu na pandemię). Przy stole zastawionym miejscowymi specjałami, z kluskami przednówkowymi na czele i domowym chlebkiem ze smalczykiem i ogórkiem kiszonym, rozmowy toczyły się swobodnie. Pani Violetta opowiadała o perypetiach swojej rodziny, o trudnych drogach, jakie przyszło im przejść, o tragediach, o zniszczeniach w duszy i majątku dotkniętej przez nieszczęścia rodziny zmuszonej do opuszczenia własnego domu. Starczyłoby tego na książkę. Wtajemniczeni wcześniej w szczegóły opowieści organizatorzy wieczorku, postarali się o to, by była na nim również zaprzyjaźniona pisarka pani Monika A.Oleksa. Kto wie, czy opowieści snute w Izbie Regionalnej w Bogucinie nie staną się inspiracją do następnej książki?

Opowieści Violetty

A poniżej kilka słów od Violetty Wodarz o drodze jaką przebyła, poszukując śladów przodków, zanim trafiła do Bogucina.

„Mój prapraprapra dziadek (4 x pra) nazywał się Feliks Piotrowski i był ekonomem w wielu okolicznych folwarkach: Jakubowicach, Prawiednikach, Krasieninie, Nowodworze, Garbowie i Bogucinie. Najwięcej rodzinnych wydarzeń odnotowano w dokumentach parafii garbowskiej. Pierwsze wzmianki o Piotrowskich odnalazłam w 1815 roku. Są to: zgony i narodziny dzieci, zawarty zostaje także związek małżeński przez córkę. Od 1815 do 1819 Feliks Piotrowski jest posesorem probostwa garbowskiego a potem obejmuje stanowisko ekonoma folwarku w Bogucinie. Jego żona, Franciszka, umiera w 1825 roku i zostaje pochowana w Garbowie. On sam umiera w 1831 roku w Mełgwi mając około 87 lat.
Jego syn, Michał Jan, urodzony 1806 roku w Nowodworze pełnił funkcję zastępcy wójta w różnych gminach. Ożenił się z Pauliną Różańską. Niestety umarł młodo w 1837 roku w Łęcznej. Jego żona była w tym czasie drugim miesiącu ciąży z piątym dzieckiem. Dziecko to, Michał Augustyn Piotrowski, przyszło na świat w Kazimierzu Dolnym. Był to mój prapradziadek.
Wdową z pięciorgiem dzieci zajął się wuj Leon Borycki, który dzierżawił majątek Stodoły. To są już okolice Ostrowca Świętokrzyskiego. Michał Augustyn Piotrowski był bardzo pracowity. Początkowo zajmował się Stodołami, ale radził sobie tak dobrze, że szybko rozwinął skrzydła. Pod koniec swojego życia był właścicielem kilku okolicznych majątków: Przeuszyna, Koszyc, Podgajcza, Mierzanowic.
Mierzanowice kilka lat przed wojną przejął mój dziadek i tam urodziła się moja mama Krystyna Piotrowska. Niestety teraz po dawnej siedzibie rodzinnej została już tylko ruina.

Przez wiele lat poszukiwań błądziłam po omacku. Wszystkie informacje i zdjęcia posiadane przeze mnie dotyczyły okolic Ostrowca Świętokrzyskiego i sięgały mojego prapradziadka Michała Augustyna. Nie miałam żadnych wskazówek i śladów wcześniejszych. Minęło 20 lat nim odkryłam Feliksa Piotrowskiego i jego dzieci. Wszystko to udało się dzięki Internetowi, który systematycznie przeszukuję. Wcześniej, żeby zdobyć wgląd do ksiąg metrykalnych, musiałam jeździć do parafii i prosić księży o pomoc. Ze względu na odległość było to trudne. Stąd też moja radość z odnalezienia śladów krewnych jest ogromna.

W tym roku, dzięki Jadwidze i Krzysztofowi Flisiakom mogłam na własne oczy zobaczyć okolice skąd wyszli moi przodkowie. Objeździli oni ze mną wszystkie miejscowości, w których mieszkał Feliks Piotrowski z rodziną. Opowiadali jak wyglądały kiedyś te tereny, jak przebiegały drogi. Jestem za to ogromnie wdzięczna i ta podróż na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Tak jak i ludzie, których podczas tej podróży mogłam poznać.”