Milczący Wołyń cz.2

Są ludzie, którzy często narażając swoje życie i zdrowie, zbierali relacje świadków rzezi wołyńskich. Zgromadzono stosy dokumentów wyjaśniających kulisy wydarzeń lat 1943-44. W wielu publikacjach można znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytanie: jak do tego doszło?

Przyczyny konfliktów

Ruch narodowościowy na Ukrainie nabierał rozpędu już od 1918 r. Oprócz powszechnej biedy i wyniszczenia kraju po I wojnie światowej, przyczyniły się do tego także błędy w polityce Polski wobec tamtych terenów.

Zachodnia Ukraina znalazła się wtedy na terytorium Polski. Mieszkali tam w większości właśnie Ukraińcy i stanowili biedniejszą część społeczeństwa. Rząd, widząc to, rozpoczął kolonizację zachęcając polskich ziemian do zakładania gospodarstw na niezamieszkanych nieużytkach. Za nieduże pieniądze mogli zasiedlić spore obszary ziemi. Tak powstawały całe polskie wsie. Czasem w leśnej głuszy, a czasem w sąsiedztwie ukraińskiej wioski. Część dużych gospodarstw polskich powstała także w wyniku nadania ziemi przez władze Polski dla żołnierzy zasłużonych w walkach w czasie I wojny światowej.

Nierówności klasowe zawsze stają się źródłem nieporozumień. Pycha i buta stojących wyżej w hierarchii społecznej nie ułatwiały dialogu. Z drugiej strony panowała zawiść i postawa roszczeniowa. Dochodziło do lokalnych konfliktów trudnych do sprawiedliwego osądu. Różnice w zasobie portfela, inna wiara, stawiały Polaków i Ukraińców po dwóch stronach tego samego stołu. Wzajemne oskarżenia zaostrzały się i problemy rosły. Za duże wymagania, za małe wsparcie dla biedoty, dyskryminacja Ukraińców, czasem wymuszanie zmiany wiary.

To, że działo się też sporo dobrego ginie w mroku zła. Mieszane wsie żyły przecież w zgodzie. Razem obchodzono święta, w jednej wiosce czasem stał kościół i cerkiew. Małżeństwa mieszane nie należały do rzadkości. Likwidowano analfabetyzm przez zakładanie szkółek dla dzieci i dorosłych, wspierano rozwój miejscowej administracji.

Polityka i nacjonalizm

Początkowo podstawy ideologiczne ukraińskich nacjonalistów same w sobie nie raziły. Wręcz budziły zrozumienie i głosy poparcia strony polskiej. Zaczęto nawet rozmowy pomiędzy rządem Polski a OUN-Ukraińską Organizacją Nacjonalistyczną.

Takie sprawy przyciągają uwagę międzynarodową i wmieszała się w to Wielka Polityka. Niemcy zobaczyły szansę dla siebie, drogę do realizacji własnych celów, możliwość wykonania brudnej roboty cudzymi rękami.

Dobrze się do tego zabrali. Dzięki obietnicom poparcia na arenie międzynarodowej dążeń niepodległościowych Ukrainy zyskali zaufanie radykalistów dowodzonych przez Stepana Banderę. Zapewniono im odpowiednie szkolenia w Niemczech oraz zaopatrzono w broń. Wzmocniło to znacznie siłę tego agresją przesiąkniętego ugrupowania.

Druga, bardziej pokojowo nastawiona frakcja nacjonalistów pod przewodnictwem Andrija Melnyka otwarcie krytykowała nastawienie banderowców i sprzeciwiała się wchodzeniu na drogę przemocy. Niestety grupa ta została rozbita przez Banderę, przywódcy zamordowani, członkowie zastraszeni i wcieleni do skrajnie radykalnego odłamu OUN-B.

Dobrze wyszkoleni ukraińscy specjaliści od polityki sprawnie manipulowali ludźmi spragnionymi poprawy warunków swojej egzystencji. „Wolna Ukraina rozwiąże wasze problemy! Ta nędza to wina Polaków!” Utwierdzając prostych ludzi w poczuciu krzywdy, jaka ich spotkała ze strony polskich panów, celowo wzmagano w nich agresję. Podsycano nienawiść, zawiść, wzbudzano żądzę mordu usprawiedliwiając każde zło.

Owoce agitacji

I przyniosło to spodziewany efekt. Polskie wsie zniknęły z mapy, zrównano z ziemią kościoły, zagarnięto ziemię, ograbiono i spalono domy. Rodziny mieszane zostały rozbite, często zgładzone na równi z czysto polskimi. Za bratanie się z wrogiem polskim-śmierć. Brat przeciw bratu wystąpił, ojciec przeciw synowi, a córka przeciw matce. Indoktrynacja młodzieży i dzieci przyniosła bogate żniwo: morze łez, rzeki krwi. Polskiej i ukraińskiej. A wszystko w myśl ideologii niepodległościowej.

Wróg mieszkał za płotem lub czasem nawet w tym samym domu. Do tego doprowadziła ukraińska edukacja nacjonalistyczna. W niepamięć poszły zgodnie przeżyte lepsze i gorsze czasy. Pomocna dłoń wyciągnięta przez bogatszego ku biedniejszemu zepchnięta została do rangi powinności, obowiązku, a nie serdecznej przysługi. Nawet szkółki, gdzie likwidowano analfabetyzm określono mianem narzędzia wynarodowiającego! Za mało, źle, nie tak jak trzeba! Przekreślono całe dobro, jakiego Ukraińcy doświadczyli od Polaków, a uwypuklono wszystko zło, które się wydarzyło. Jak w krzywym zwierciadle, dla lepszego usprawiedliwienia się.

Myśl o przyszłości!

Nie chodziło o to, by Polacy odeszli z tej ziemi, przenieśli się dalej na zachód. Nie chciano zostawić nikogo. Żadnych spadkobierców! Polowano wręcz na rodziny opuszczające Ukrainę, by zabić wszystkich, którzy tam kiedyś mieszkali. By już nie było potomków mogących powrócić kiedyś na Wołyń czy Podole. By nikt nie upomniał się o swoją ojcowiznę, często w pocie czoła wypracowany majątek, swoje własne miejsce między Ukraińcami. Czasem bandy UPA (zbrojne ramię OUN-B) zapuszczały się nawet w Bieszczady i na Podlasie. I działały jeszcze po zakończeniu wojny, choć nie mogło być już mowy o powstaniu niezależnego państwa ukraińskiego. Czym więc wytłumaczyć tą chęć mordu i zaciętość w ściganiu Polaków? I gnębienie Ukraińców, którzy także uciekali z tej ociekającej krwią ziemi?

cdn