„Hosanna!” wołali

Tradycji stało się zadość również w tym roku. Na niedzielnej procesji zaroiło się od palm, palemek,”palmiątek”. Różnorodnych, różnobarwnych, „różnopomysłowych”.

Paleta barw
Jedne przyciągały wzrok paletą kolorów, inne kipiały zielenią bukszpanu, jeszcze inne złociły się od zbożowych kłosów. Ale wszystkie – obowiązkowo, musiały mieć gałązkę wierzby z kwiatostanem zwanym bazią lub kotką. I każdy uczestnik uroczystości, dzierżąc w dłoni swoją był święcie przekonany, że to ona jest najpiękniejsza. I bardzo słusznie, bo przecież

nie to ładne co ładne, tylko to co się komu podoba; co najbardziej lubi; co ceni; co kocha; co stworzył pracą rok swoich a wcześniej wymyślił i zaprojektował.

Burza w Bogucinie
I rok w rok takie projekty, poprzedzone burzą mózgów, grzmotami pomysłów i błyskawicą olśnień są udziałem rękodzielniczek z Koła Gospodyń z Bogucina. Czy burza w tegorocznym palmowym sezonie trwała krócej czy dłużej niż w latach poprzednich, niech pozostanie tajemnicą, bo po cóż zdradzać wszystkie sekrety z tym związane. W każdym razie przyniosła błogosławiony deszcz pomysłów a chwilę po nim został zebrany plon w postaci trójcy dorodnych kwiatowych palm. Może i rewolucji w projekcie nie było (w porównaniu z rokiem poprzednim), bo i tu kwiaty i tam kwiaty ale w miejsce palm jednobarwnych – wskoczyły trójkolorowe. Trzy a każda prosta i zgrabna jak modelka: jedna odziana w czerwień, pomarańcz i krem; druga – granat, błękit i biel; trzecia – fiolet, róż i biel. A wszystkie z nieodłączną zielenią w tle, pióropuszem traw i wierzbowych witek oraz nóżką obleczoną w śnieżnobiałą pończochę. Ale zanim stała się jasność w temacie i obrazie, las kobiecych rąk musiał natrudzić się by ze zwojów bibuły powycinać stosy płatków w trzech rozmiarach, posegregować je i związać w kwiatowe kule. Kolejną odsłoną palmowego procesu było ich upięcie na specjalnie przygotowanych, długich kijach. I tu ukłon w stronę „upinających”, bo nie lada „krzepę” trzeba było mieć (że o cierpliwości nie wspomnę), żeby solidnie zakuć w kajdany sznurka niesforne kielichy kwiatów.

Wiara i tradycja
W każdym razie kobiety stanęły na wysokości zadania a strzeliste palmy stanęły w szeregu z innymi równie pięknymi okazami przygotowanymi na procesję Niedzieli Męki Pańskiej w Garbowie, by zgodnie z tradycją tego dnia radosnym wiwatowaniem uczcić pamiątkę triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. I dzisiaj, podobnie jak tłumy przed dwoma tysiącami lat, niesiemy palmowe gałązki i śpiewamy „Hosanna” (wybaw!) wierząc, że zostaniemy wybawieni od tego wszystkiego co w nas złe, małe, nieludzkie. Wierząc, że Bóg nie wzgardzi nami, jeśli w porę zwrócimy się do swoich sumień.

Poemat o Chrystusie dziecięcym
(fragment wiersza K.K.Baczyńskiego)

„Hosanna!” – wołali wesoło, zapalał się okrzyk i gasł.
„Hosanna!” – pamiętam, wołali, błyszczały noże palm
i coraz tłumniej wzbierało – wyrastał spojrzeń las,
a niebo rozgięło, z powrotem zginało błyszczącą stal.
„Hosanna!” – wołali, jak radość
rosła spiętrzona fuga”.