Wspomnień czar – Bogucin w starej fotografii cz. 8

 

Spojrzenia utrwalone na fotografiach są zawsze współczesne. Nawet jeśli ten ktoś dawno już nie żyje, to i tak wciąż patrzy i patrzy, i to jest wstrząsające. Patrzy jakby pytał: czy ja umarłem? Ciebie pyta, ciebie, który oglądasz te zdjęcia… I nie przestaje, nawet jeśli mu sto razy odpowiesz, bo umarli żywym nie wierzą.” – Anna Janko „Mała Zagłada”

 

Stare albumy ze zdjęciami są jak przechowalnie wspomnień, które z każdym ruchem wskazówki zegara stają się coraz odleglejsze, coraz bardziej blaknące. One gasną, a my wciąż biegniemy przed siebie nie znajdując czasu na oglądanie się wstecz, na chwilę refleksji o przemijaniu, jakbyśmy zupełnie zapomnieli, że świat nie stoi w miejscu, nawet wtedy gdy śpimy. Dni uciekają, a czas pokrywa coraz większymi plamami obrazy  – świadectwa przemijania tych, co już dawno przemknęli przez swoje i cudze życie, przez życie miłości i nienawiści, nadziei i rezygnacji, sukcesów i porażek.

– „Mój dom, mój mąż, moje dzieci, mój kot, moja sukienka” – mówią do nas rodzice, dziadkowie, ich krewni, koledzy i znajomi kiedy trzymamy w dłoniach resztki przeszłości zatrzymanej w czarno-białym kadrze. Przeszłości, którą już dawno okryła matka ziemi niczym lawina tuląca w lodowatych ramionach swoje ofiary. Choć naszych przodków już nie ma, to pozostawili po sobie coś, co trwa w pamięci bliskich, w tradycjach rodzinnych, w snach dzieci, w podobieństwie i charakterach wnuków. Oraz w listopadowym blasku świec i w zapachu chryzantem. Zostawili coś, co możemy poczuć w krótkiej wizycie nad ich grobami. Krótkiej, bo gdzieś obok czekają te, które kryją jeszcze świeżą śmierć: rodzica, rodzeństwa, dziecka, przyjaciela…

Pradawne fotografie nie pokazują strachu, tęsknoty, bólu i innych okrucieństw tego świata. Wczesna technika nie potrafiła uchwycić życia w locie. Fotografowany obiekt musiał być nieruchomy, statyczny. Przed aparatem wypadało być odpowiednio ubranym, uczesanym, uśmiechniętym i zastygłym na chwilę, w której „zły świat” został wypchnięty poza margines. Na ten czas migawka aparatu otrzymywała pierwszeństwo przed ciężką pracą, głodem i ubóstwem. Kiedy ówczesny paparazzi opuszczał wiejskie zagrody wszystko wracało do normy.

Wertując dzieła dawnych fotografów widzimy, jak uchwycone tam postacie bardzo się od nas różnią. I nie chodzi tu o stan posiadania czy zmieniające się trendy w modzie. Oni mieli w sobie coś magicznego, bajkowego, coś co sprawia, że oglądając ich zdjęcia dostajemy okazję przeniesienia się w inny wymiar. Ponadczasowy. Niezmierzalny. Warto z tej okazji skorzystać, póki mamy jeszcze dostęp do tych zbiorów. Zanim do reszty pokryje je kurz zapomnienia.