Już jesień…

 

Schyłek lata ku jesieni
bujnie kwitnąc schylił głowę
i z rozmachem, tchnieniem wiatru
gasi szałwie purpurowe.

Płonie barwą aksamitu
i czerwieniem róż korale.
Muska pączki chryzantemom.
Późne lato kroczy w chwale.

Z pól brzemienne zeszło traktem:
wozy zboża, gryka rdzawa
ziemniak dumnie pręży bulwy,
przy ogniskach wre zabawa.

Tak dostojne, późne lato
zda jesieni panowanie
W ludzkim życiu takoż bywa.
I cóż z lata nam zostanie?

Chwyci jesień w silne dłonie
krasę astrów i dostatki
Ptasząt głosy wnet umilkną.
Drzewom każe zmienić szatki.

Pomaluje winogrona,
da słodyczy hojną dłonią
Sypną ziarnem słoneczniki,
przed wróblem się nie obronią.

Mami oczy pani jesień,
stroi drzewa w żółć, purpury
Snuje pola babim latem
i podstępnie zbiera chmury.

Jeszcze niebo tak błękitne,
jeszcze słonko tak przygrzewa
pachną jabłka, gruszki, śliwki,
ale ptaszek już nie śpiewa.

Gasną ognie aksamitek,
dziwne kwiaty w wiciokrzewie
Jasny fiolet w jesieninach,
na jak długo, nikt z nas nie wie…

Jeszcze tylko chryzantemom,
krótkie, bujne królowanie
Zasną krótko na mogiłkach
i ślad po nich nie zostanie.

Poszaleje złota jesień
aż ochłonie w ognisk dymie
Znowu splecie dżdżu warkocze
i da berło pani zimie.

A cóż będzie z moim latem,
z moją wiosną, wiosną cudną?
One do mnie już nie wrócą
i z tym się pogodzić trudno.

Wstrzymaj jesień Panie Boże,
niechaj ciągle będzie lato
Jeszcze tyle chciałam zrobić
a tu – mało czasu na to.

Wolą stwórcy, tylko ziemia
wciąż przeżywa cykl pór roku.
Człek – raz tylko. I wystarczy!
Więc z zazdrością patrzę z boku.

Gdy za głośno jesień puka,
to otwieram ogród marzeń…
Tam przebywa moja wiosna
w splocie brzóz z dzieciństwa zdarzeń.

Zamknę oczy, pachną fiołki,
pola budzi śpiew skowronka
Tu stokrotek złote główki
rozchylają się do słonka…

W szyby jesień stuka deszczem,
drżące liście wiatr zamiata.
Pachnie garść suszonych kwiatów
– promyk minionego lata.

Zofia Abramek