Tragedia, o której zapomnieć nie wolno

Dziewiątego lipca o świcie. Warkot silników samolotowych wyrwał z łóżek śpiących jeszcze o tej porze mieszkańców Kolonii Las Boguciński, a wśród nich maleńkie, bezbronne istoty nierozumiejące zawiłości tamtych ponurych czasów.

Wkrótce całą kolonię ogarnął wielki ogień. Widok był przerażający, jakby koniec świata miał za chwilę nastąpić. Paliły się domy, obory, stodoły. Zwierzęta przeraźliwie ryczały. Zaskoczenie i strach były tak wielkie, że wszystkich sparaliżowało, ani uciec, ani cokolwiek zrobić, ratować. Kilkanaście osób, w tym siedmioro dzieci, zginęło tego letniego poranka od kul karabinów, dymu, ognia. Tylko nielicznym udało się uciec z wojennej pożogi.

Od pięciu lat spotykamy się w tym miejscu w każdą rocznicę owych tragicznych wydarzeń. Jest okazja, by spojrzeć na tabliczkę, pomyśleć przez chwilę o tym, co się tu stało i pomodlić się za tych, którzy niewinnie zginęli. Co roku pod pomnik ofiar pacyfikacji przybywa nowych potomków rodzin pomordowanych, niestety nie można tego samego powiedzieć o mieszkańcach wsi, dla których wojenny dramat 18 osób jest historią coraz bardziej zatartą albo zupełnie już zapomnianą.

Coroczna msza w intencji pomordowanych, składanie wieńców, zapalanie zniczy jest jednym z elementów przywracania naszej pamięci tragizmu tamtych lipcowych dni. To także wyraz współczucia dla żyjących, dla których wojna nie skończyła się w 1945 lecz razi ich traumatycznymi odpryskami do dziś.

Warto zadbać o to, aby w obchody rocznicowe bogucińskiej tragedii włączyła się tutejsza szkoła bowiem łatwiej dzieciom zrozumieć wojenne okrucieństwa na podstawie lokalnych przypadków niż na przykładzie miejsc odległych.