Bogutkowy wypoczynek

Na zakończenie sezonu Bogutki wyjechały na trzy dni do Krasnobrodu.

Rankiem 30 czerwca pod szkołą w Bogucinie zebrał się tłumek dzieci i rodziców. Była nas spora gromadka bo na wyjazd zdecydowało się 19-ścioro dzieci. Część wyjeżdżała po raz pierwszy na wycieczkę z nocowaniem i było w związku z tym trochę stresu.

W busie – wrzawa – nie widzieli się przecież już tydzień, więc było co opowiadać. Dzięki temu czas w podróży mijał szybko.

Po drodze zajrzeliśmy na chwilę do Szczebrzeszyna. Trzeba było sprawdzić, jak to jest z tym chrząszczem! Brzmi w trzcinie czy nie? Trzcin nie było ale na rynku czekał na nas pomnik owego chrząszcza, więc uwieczniliśmy nasze spotkanie na pamiątkowym zdjęciu.

Następnym przystankiem w drodze była Zagroda Guciów. Drewniane, kryte strzechą budynki: mieszkalny, stodoła, komora, spichlerz pełne były skarbów. W chacie pani gospodyni zagniatała ciasto na podpłomyki, a cudny zapach tych pieczonych (prosto na blasze kuchni węglowej) roznosił się po izbie aż ślinka ciekła. Przewodnik opowiadał o tym, jak wyglądało życie naszych przodków, jakich sprzętów używali, w co się ubierali. Na ekspozycji znalazł się kompletny strój ówczesnego chłopa, nawet buty i przyrząd do ich zdejmowania z nóg! W sąsiedniej izbie czekała na dzieci kolekcja skamieniałości roślin i zwierząt z czasów prehistorycznych. Niezwykłym zainteresowaniem cieszyła się skamieniała kupa dinozaura! W następnym budynku dzieci oglądały kolekcję meteorytów i słuchały opowieści o tym jak tu trafiły i czym różnią się między sobą. Stodoła kryła w sobie większe eksponaty. Znalazły się tu sanie, młynek do ziarna, wydrążone pnie do przechowywania zbóż, bale, warsztat tkacki, a nawet drewniana pułapka na szczury czy też kuny. Kolejne zwiedzane pomieszczenie kryło w sobie nieco młodsze zabytki: pierwsze motocykle, radia itp. Tu dzieci czuły się już swobodniej bo same rozpoznawały sprzęt otaczający je. W końcu o wiele łatwiej znaleźć w domu radio niż magielnicę czy kołowrotek! Pełne wrażeń dzieci opuściły zagrodę żywcem przeniesioną z innej epoki i ruszyliśmy dalej.

Po przyjeździe do naszej kwatery w Krasnobrodzie okazało się, że czeka już tam nasz pan Grzegorz więc czym prędzej dzieci pobiegły na zajęcia taneczne. Po zajęciach dzieci rozlokowały się w pokojach i po chwili wszyscy udaliśmy się na obiadokolację. Aż miło było patrzeć jak jedzonko smakowało! Na późne popołudnie zaplanowane mieliśmy wyjście do parku linowego położonego niedaleko. Cała grupa podzielona została tam na dwie części. Młodsi poszli na trasę łatwą, a starsi i więksi na średnią. Było trochę strachu, niepewności: czy dam radę? Ale wszyscy bawili się wyśmienicie. I każdy po skończeniu trasy nabierał ochoty na jeszcze większe wyzwania. Nawet nasze maluchy bogutkowe dały radę i ukończyły trasę z uśmiechem. W drodze na kwaterę zajrzeliśmy jeszcze na molo by choć tak, z bliska zaznajomić się z tutejszym akwenem bo temperatura wykluczała nawet zmoczenie nóg przez cały nasz pobyt!

Świeże powietrze, emocje i spacer zaostrzyły apetyty więc po powrocie zajadaliśmy się pysznymi pączkami i jogurtem. Tego pierwszego wieczoru dzieci urządziły sobie zabawy aż do zmroku na podwórku domu, w którym się zatrzymaliśmy. Pomimo ogromu wrażeń, a może właśnie przez nie, trudno było zapędzić Bogutki do spania, ale zmęczenie w końcu wygrało.

Dzieci szybko się regenerują i już od wczesnych godzin niedzielnego ranka wrzało w pokojach i na korytarzu. Po śniadaniu odbyły się krótkie zajęcia taneczne, a zaraz po nich nastąpiło wręczenie dyplomów i nagród za cały rok pracy w zespole. Ci najwytrwalsi za regularne uczęszczanie na zajęcia nagrodzeni zostali uśmiechniętymi poduszeczki.  Za stuprocentową obecność na zajęciach wręczono małej Bogutce imienny puchar i grę planszową. Podziękowania za pracę otrzymali także obaj instruktorzy, pan Grzegorz oraz pan Piotr i opiekunowie zespołu, pani Jadzia oraz pani Monika. Mi także złożono podziękowania za mój skromny wkład. Było bardzo miło i wszyscy wyszli z sali zadowoleni.

Zmiana ubrań na świąteczne nie zajęła dużo czasu i po chwili całe towarzystwo udało się do kościoła na mszę świętą. Najstarsze poszły na piechotę, a te młodsze zostały podwiezione samochodem. Trafiliśmy na odpust parafialny, więc wszędzie było dużo ludzi. Nie mogliśmy oczywiście ominąć straganów, gdzie dzieci wyszukały sobie pamiątkowe drobiazgi. W drodze powrotnej pogoda nam się zepsuła i by ratować nas przed zmoknięciem pan Grzegorz kursował samochodem kilka razy zabierając po kilkoro. Całe szczęście po obiedzie niebo przejaśniło się nieco, więc poszliśmy do parku dinozaurów. Spacer nie był krótki, ale już na miejscu dzieci odzyskały siły. Uzbrojone w specjalne okulary zwiedzały wystawę, gdzie z obrazków 3D wyskakiwały prehistoryczne gady szczerząc zęby lub patrząc za nami drapieżnym wzrokiem. Przewodniczka bardzo ciekawie opowiadała, a dzieci słuchały i zaglądały w paszcze mijanym eksponatom. Bawiły się świetnie. Przy wyjściu zahaczyliśmy o plac zabaw i dzieci korzystały z tamtejszych atrakcji póki nie wygonił nas stamtąd deszcz. Wróciliśmy więc czym prędzej na kolację, a później, z uwagi na brzydką pogodę, zorganizowaliśmy rozmaite gry i konkurencje na sali. Było całe mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy. Każdy wyszedł z nagrodą. Wieczorem Boguciątka, którym jeszcze sił trochę zostało, uczyły się jak zrobić ozdobę z lawendy. Przesycone lawendy zapachem tym razem szybciej zasnęły.

W poniedziałek po śniadaniu odbyły się już ostatnie zajęcia taneczne, a po nich urządziliśmy krótki wypad na automaty przy plaży. Wybór był duży, więc wielu znalazło coś dla siebie. Wróciliśmy na obiad do kwatery, a po obiedzie -pakowanie i sprzątanie, by nic po nas w pokojach nie zostało. Zapakowaliśmy bagaże do busa i wyruszyliśmy na zwiedzanie. W Krasnobrodzie odwiedziliśmy Kapliczkę na wodzie, gdzie napełniliśmy butelki świętą wodą. Odwiedziliśmy też ptaszarnię przy kościele. Tam zachwyciły nas swymi barwami i nietypowym upierzeniem pawie, bażanty i gołębie. Nie wiem co jeszcze bo nie wszystko rozpoznałam. Na parkingu przed kościołem czekała na nas niespodzianka. Jakaś pani sprzedawała swojskie lody! Takie kręcone w bańce! Niesamowite! Pamiętam takie lody ze swojego dzieciństwa. Nie mogliśmy przepuścić takiej okazji, więc każdy dostał po takim lodzie. Dzieci zgodnie stwierdziły, że lody są przepyszne i nigdy takich nie jadły! Po tym łasuchowaniu wspięliśmy się na wieżę widokową, skąd podziwiać mogliśmy cały Krasnobród z okolicznymi plażami i wzgórzami. To było nasze pożegnanie z Krasnobrodem. Następnym naszym przystankiem był Zwierzyniec, gdzie oglądaliśmy piękną kapliczka w parku. Niestety szybko to oglądanie się skończyło bo znowu lunął deszcz. Więcej już nigdzie nie zajeżdżaliśmy. Gdy zajechaliśmy pod szkołę był już wieczór. Czekali na nas stęsknieni rodzice by odebrać swoje pociechy i podziękować paniom za opiekę nad nimi.

Cała wycieczka była bardzo udana pomimo kiepskiej pogody. Nikt się nie nudził, nikt nie marudził, dużo się działo. Czas minął strasznie szybko! Szkoda było wyjeżdżać. A dzieci już w drodze powrotnej pytały: kiedy znowu pojedziemy gdzieś na dłużej?

Taki wyjazd na dłużej związany jest z większymi kosztami. Niełatwo wygospodarować potrzebną kwotę. Jest jednak w naszej społeczności grono ludzi, którzy chętnie pomagają potrzebującym. Tym razem finansowe wsparcie Bogutki otrzymały od : Banku Spółdzielczego w Nałęczowie, Banku Spółdzielczego w Niemcach, firmy STAL-BUD Jolanty i Stanisława Firlejów, Podolanki państwa Podolskich, Apteki pani  Małgorzaty Kamińskiej, GOPS w Garbowie.  Dodatkowo przepyszne pączki dostaliśmy z Piekarni pana Jana Nakoniecznego, a napoje na wycieczkę od pani Doroty Marczak z Lewiatana. Wszystkim darczyńcom i sponsorom serdecznie dziękujemy za wsparcie!