O mamie „retro” i współcześnie

Bez względu na wiek majowe Święto Matki wywołuje u mnie ciepłe i serdeczne wspomnienia o mojej Mamie oraz wiele porównań i refleksji związanych z obrazem dawnego i współczesnego macierzyństwa.

Z czasów dzieciństwa pamiętam starannie przygotowane akademie artystyczne dla mam, w których obowiązkowo brały udział wszystkie dzieci z naszej małej wiejskiej szkółki. Do dziś pamiętam wierszyki i piosenki z tamtych odległych, pięknych i beztroskich czasów, bukiety robione z bzu i innych kwitnących w tym czasie roślin mniej lub bardziej ozdobnych. Były laurki dla mam, papierowe korale, serwetki wyszywane lub wycinane z kolorowego papieru, łzy wzruszenia przy składaniu życzeń, pocałunki i mocne, serdeczne uściski i objęcia. Z tą wylewnością uczuć matczynych było i bywało różnie. Wiem jedno, że zapotrzebowanie na czułości, serdeczności, przytulanie i cały szereg gestów wyrażających miłość mamy, ze strony wszystkich dzieci jest takie samo. Dla mnie mama to wartość bezcenna, ciepło, spokój, mądrość, bezpieczeństwo, niezawodny azyl przed wszelkimi zagrożeniami i podłościami tego świata.

Pamiętam jak po kilku miesiącach rozłąki z rodziną (studiowałam w Siedlcach) przyjechałam na święta do mamy i zobaczyłam dobre, kochane, troskliwe spojrzenia mojej Mamy, jej tkliwy uśmiech i bardziej srebrne włosy niż były przed  moim wyjazdem… Łzy same popłynęły mi z oczu, dostrzegłam nieubłagany wpływ czasu na ludzką egzystencję. Pamiętam też jak w 1969 r. moja Mamusia przyjechała do mnie do Domu Studenta w Siedlcach, pociągiem z przesiadkami w Dęblinie i Łukowie żeby zobaczyć moje „dorosłe” studenckie życie. Koleżanki z pokoju były nią zachwycone do tego stopnia, że gdy odjeżdżała, wszystkie odprowadziły ją na stację a Irenka pocałowała w rękę na pożegnanie i rozpłakała się… później to zrozumiałam, gdy przyjechała jej mama – „damessa”, której nie ośmieliła się zaprosić do pokoju, tylko chwilkę konwersowały w kawiarni. Moje kochane współlokatorki: Jadzia, Wiesia, Irenka stwierdziły, że Bóg obdarzył mnie prawdziwą Mamą. Ja też tak uważam. O mojej Mamie pisałam tak:

Wspomnienia o Mamie

Mamusiu, matuś, ma matuleńko
jak Cię przywołać z mrocznych zaświatów.
Czy modlitwami za spokój duszy,
zniczy płomieniem, wiązanką kwiatów?

Matuś najmilsza, tak mi brak Ciebie
Matczynej troski i zaradności.
Żebym się mogła chociaż przytulić
i ogrzać ciepłem Twojej miłości.

Tęsknię za Tobą kiedy zawiodą
moi najmilsi i ukochani.
Gdy znikąd nie mam cienia nadziei
a świat dokoła cierniami rani.

Wtedy wspominam „Pieśni o matce”
które dla Ciebie w szkole śpiewałam.
Słowa obmywam łez kropelkami
tyle lat mija – nie zapomniałam.

Dopiero będąc matką pojęłam
jak trudne, ciężkie jest to zadanie
prowadzić dzieci wybraną ścieżką
byt im zapewnić i wychowanie.

Moja najmilsza, dźwigałaś krzyże
troje Twych dzieci Pan wziął do siebie.
Troje zostało, byłaś potrzebna
dla nich musiałaś myśleć o chlebie.

Choć materialnie bywało krucho
umiałaś znaleźć drobne radości.
Zawsze mówiłaś o nas „me skarby”
nigdy nie było gniewów i złości.

Tak mi przy Tobie było bezpiecznie
Dobrze, beztrosko wręcz znakomicie.
I szkoda tylko, że nie ostrzegłaś
Jak bardzo „brudne” może być życie.

Życiowe prawdy w Twoim wydaniu
były rozsądne, proste, logiczne.
Matuś kochana, dziś rzeczywistość
sprawia, że nie są już takie śliczne.

Widzę Twe oczy siwe, serdeczne
chociaż ich krasę łzy wypłukały.
Nie musisz mówić, to one mówią,
Że zawsze będą dzieci kochały.

Smutny listopad co roku sprawia,
że ból po Twojej śmierci tak boli.
Nawet czas – lekarz mi nie pomaga
łzy z oczu płyną, ciągle, powoli…

Tej rany żaden balsam nie koi
już jej nie widać, już nie uwiera.
Na nic złudzenia, idzie listopad
Znów się bezwiednie sama otwiera.

Pamiętam, byłaś już starowinką
leżałaś biedna, moja mamusiu.
Gdy przyjeżdżałam czasem do Ciebie
zawsze mówiłaś: – jesteś curusiu –.

I tłumaczyłaś, widząc zdziwienie
w oczach mych dzieci, że do ostatka
dni swoich będziesz tak o mnie mówić,
bo jestem córką, a Tyś jest matką.

Ma swoje dzieci, żyć dla nich muszę
wiersz z myślą o nich piszę w zeszycie.
Dałaś mi, Mamo, dar najwspanialszy
dałaś Mamusiu z miłości – życie -.

Wróć chociaż we śnie, wróć mi mateńko
w noc księżycową albo w noc ciemną.
Połóż swą rękę na mojej głowie
żebym poczuła, że jesteś ze mną.

Pierwsze słowo dzieciaczka to przeważnie „mama”. Nie chcę zmniejszać roli taty ale łączność dziecka z mamą to wiek metrykalny plus dziewięć miesięcy w naturalnym azylu powłok brzusznych rodzicielki. O kwestiach macierzyństwa i roli matki pięknie traktuje książka Małgorzaty Kalicińskiej – trylogia „Dom nad rozlewiskiem”. Nikt mi za reklamę nie płaci ale przyszłym i obecnym mamom gorąco polecam tę lekturę zawierającą plik rad, uwag i mądrości dla kobiet w różnym wieku a także wiele ciekawych przepisów kulinarnych o charakterze „retro”.

Współczesne mamy to często mamy „z przypadku” niekoniecznie zachwycone wymuszonym macierzyństwem albo mamy bardzo świadome obowiązków rodzica tak, że decydują się na dziecko trochę za późno wbrew prawom matki natury. Medycyna i technika wiele mogą więc późne macierzyństwo ma swoje wady i zalety. Ubolewam nad tym, że kobiety – mamy muszą pracować zarobkowo a dzieci wychowuje żłobek, przedszkole – instytucje nie zawsze odpowiednie. A już z pewnością nie zastąpią one mamuni z krwi i kości. Tatunia też nie zastąpią. Brak czasu dla dzieci po pracy zmusza mamy do sadzanie je przed komputerem lub telewizorem na gry, bajki, filmiki dla dzieci i nie tylko… Dobrze jeśli są dziadkowie i mogą zastąpić rodziców wychowując swoje wnuki. To prawdziwe błogosławieństwo dla maluchów, ich rozwoju emocjonalnego i intelektualnego.

Może i nie jestem nowoczesna (wiek to tłumaczy) ale uważam, że natura stworzyła kobietę na matkę, kapłankę domowego ogniska, szafarkę dobrych cech i nawyków, którymi Chojnie obdarza męża i dzieci. Mężczyzna zaś ze swą krzepą fizyczną, mądrym i odpowiedzialnym charakterem ma być prawdziwym panem domu – zabezpieczać byt materialny, komfort psychiczny i wygodę swojej rodzinie. To klasyczny model mający niewiele wspólnego z z realiami. Ale wróćmy do współczesnej mamy; zapracowanej, pełniącej funkcję kucharki, sprzątaczki, wychowawczyni, koleżanki, przyjaciółki, żony, powierniczki itd., itp., Wystarczy. A jednak potrafi zadbać o własny wygląd, spełnia się zawodowo, dba o podstawowe i ponadpodstawowe potrzeby dzieci. Tylko podziwiać i pogratulować.

Rozwój cywilizacyjny w ciągu 60-ciu lat od czasów mego dzieciństwa zrobił swoje. Inny model rodziny, sposoby i metody wychowawcze, zmiany programów i zawirowania w cyklach nauczania powodowane reformami zrobiły swoje. Dzieci są inne niż dawniej; śmiałe, często nad wiek rozwinięte intelektualnie i emocjonalnie, uzależnione od zdobyczy cywilizacji ) komputer, telefon komórkowy, tablet) ale na swój sposób bardzo kochające mamę, tatę i rodzinny dom. Potrzeba miłości w układach mama – dzieci jest taka sama jak kiedyś. Nic i nikt jej dziecku nie zastąpi a klasyczne sposoby wyrażania uczuć między mamą a dzieckiem pozostały takie same: przytulanie, całowanie, laurki, własnoręcznie wykonane drobiażdżki – upominki na Dzień Matki, deklamacja wierszyków, śpiewanie piosneczek i dobre, ciepłe słowa i uśmiechy na linii mama – dziecko.

Ci, co już mam nie mają otulają je miłością we wspomnieniach i modlitwach a szczęśliwcy obsypują na co dzień czułościami i życzliwością, bo tak być powinno. Zakończę fragmentem piosenki, którą śpiewałam dla mamy w 1960 r. na akademii w szkole:

„Tylko ty mateńko czułym sercem swym
w troskach i radościach jesteś druhem mym.
Gdy do ócz mateńko cisną mi się łzy
wierną mi osłodą jesteś jedna ty…”

Dla wszystkich mam na świecie i dla ich dzieci zawsze niech świeci słońce na pogodnym, spokojnym niebie a motylki miłości czynią życie ziemskim rajem.