Wijemy wianki lubelskie…

Zachęcone sukcesami, występami i rozrywkami dzieci zaczęły coraz liczniej przychodzić na zajęcia prowadzone przez pana Grzegorza. Tańczą i śpiewają z entuzjazmem godnym pozazdroszczenia. Kto przyszedł raz, ten wrócił za tydzień i znowu. Lista stałych bywalców prób wydłużyła się. Trzeba więc było zwiększyć liczbę strojów. Zamówione zostały buty, haleczki i gorseciki uszyte. A na głowy co? Gotowe wianki są strasznie drogie, potrzeby duże – kasy mniej. Ale od czego wyobraźnia? Halki, druty, pałki kleju, krajki – wszystko zgromadzić szybko można. Gorzej z wykonaniem. Ale przecież dzieci na zajęcia bogutkowe przywożą rodzice więc aby aby się przypadkiem nie nudzili i benzyny nie tracili na drogę w dwie strony na pusto więc trzeba zaproponować ciekawe zajęcie!

Mamy bogutkowe zręczne ręce mają, chęci też więc zabrały się do pracy. Każdy etap weryfikowały pomysły na wykonanie. Co kilka głów to nie jedna! Dopracowałyśmy kształt konstrukcji, zamocowanie kwiatów, kompozycję kolorystyczną.

Nie było łatwo! Druciki wywijały się w niewłaściwe strony, czasem z nienacka wbijały w palec, czasem niesforny kwiatek odpadł i trzeba było mocować od nowa. Wesoło mijał czas przy pracy umilanej żarcikami, w tle grała harmonia a dzieci śpiewały. Czasem dołączały się do śpiewu co odważniejsze mamy, a i ochoczych podrygów nie brakowało.

Z tygodnia na tydzień praca szła coraz lepiej. Większej wprawy nabierały mamy bogutkowe i coraz piękniejsze stawały się wianeczki dla naszych pociech. Kolorowe, wygodne, trwałe i niepowtarzalne wyroby naszych rąk zdobić będą głowy Bogutek przez długi czas.