Kto jest winien śmierci pierwszej damy Bogucina i Garbowa?

Była kobietą nieprzeciętnej urody, co potwierdza zachowany do dziś jej portret. Według miejscowych przekazów cieszyła się wielką sympatią i uznaniem wśród tutejszej ludności. Piękna Wiktoria  zginęła tragicznie z dala od rodzinnych stron. Po zwłoki hrabiny, przetransportowane koleją do Sadurek, wyruszyła liczna parafialna delegacja. Wśród eskorty znalazł się Franciszek Paruch z Bogucina, w okresie międzywojennym właściciel bodajże najładniejszej dwukonnej bryczki wśród okolicznych chłopów. Jej śmierć zakończyła ciąg wielu bolesnych dla niej zdarzeń. Kilka lat wcześniej owdowiała, ustanowiając sukcesorem dóbr, swojego syna – Jana. Ten jednak w krótkim czasie roztrwonił cały tutejszy dobytek, a wszelkie próby odwrócenia niekorzystnego losu, jakie podjęła Wiktoria, przerwał jej tragiczny zgon. Wkrótce boguciński i garbowski majątek został przejęty w drodze licytacji przez ówczesnego dyrektora „Cukrowni  Lublin” – Bohdana Broniewskiego. W takich oto niefortunnych okolicznościach zakończyło się blisko stuletnie panowanie na naszych terenach rodu Jezierskich.

Do tej ponurej historii powrócił ostatnio Dziennik Wschodni  z dn. 23.02.2018 r. w artykule „Dwie opowieści o wypadku hrabiny”. Poniżej prezentujemy oryginalny tekst.

Beata Tyszkiewicz, uznana aktorka, wspominała kilka lat temu w rozmowie z portalem Kobieta.pl swoją prababcię hrabinę Wiktorię Jezierską, której mąż (Aleksander zm. w 1895 r. – red.) był właścicielem dóbr ziemskich: Ryki, Garbów, i Bogucin koło Lublina. Bohaterkę tragicznego wydarzenia, które rozegrało się w 1901 roku w Berlinie.

Oto jak tę historię opowiada Beata Tyszkiewicz. W sierpniowy dzień wybrała się na przejażdżkę powozem po Berlinie. Nagle zobaczyła, że dorożkarz jadący z naprzeciwka bezlitośnie okłada konia batem.

Ponieważ miała wrażliwą naturę, wstała w powozie, krzycząc z całych sił, by przestał. I wtedy, gdy tak stała, koniec szala, którym miała owiniętą szyję, wkręcił się w koło jadącego powozu. Udusiła się. Zginęła jak Isadora Duncan (słynna amerykańska aktorka) – opowiada aktorka. Wiktoria Jezierska osierociła dwoje małych dzieci: Irenę (babkę Beaty Tyszkiewicz) i jej brata. A na pamiątkę dzielnej Wiktorii córka aktorki nosi jej imię.

Piękna historia. Jednak nieco inaczej relacjonowały ją ówczesne gazety. Co według dziennikarzy przydarzyło się hrabinie Wiktorii? Zaglądamy do „Kuriera Warszawskiego”, który dostał telegram o fatalnym wypadku.  Jak relacjonuje dziennikarz „została wyrzucona z powozu skutkiem rozbiegania się koni. Zmarła wskutek „paraliżu płuc”. W chwili wypadku hrabina miała 42 lata.

Więcej szczegółów przyniosły niemieckie gazety, choć relacje też się różniły. „Hrabina bawiła w Berlinie przejazdem. Wysiadła z pociągu na dworcu centralnym przy ul. Friedrichstrasse, wzięła jednokonną dorożkę i kazała się wieźć do hotelu Continental. Kiedy dorożka przejeżdżała przez ul. Dorotheen koń nagle poniósł, stangret stracił nad nim władzę i spadł niebawem z kozła, pojazd zaś popędził dalej w ulicę Neustadisohe Kirchastrasse i na niej uderzył nieopodal wspomnianego hotelu tak gwałtownie o latarnię, że wywrócił się, łamiąc słup latarniany” – opisuje „Kurier Warszawski”.

Hrabina Wiktoria wypadła na uliczny bruk. Nadbiegli przechodnie i przenieśli nieprzytomną do pobliskiej kliniki królewskiej na Ziegelstrasse. Jednak lekarze nie mogli już pomóc kobiecie. Wiktoria odniosła zbyt poważne obrażenia wewnętrzne i po kwadransie, nim rozpoczęto operację, zmarła. Ponoć podczas wypadku skradziono rannej torbę z kosztownościami i pieniędzmi. Potem pojawiły się informacje, że woźnica był pijany i dlatego doszło do wypadku.

22-letni Jan Jezierski bawił w chwili wypadku matki w Warszawie. Przyjechał samochodem do Garbowa i ku swojemu zdumieniu zobaczył, że pałac jest opieczętowany. Od służby dowiedział się o tragicznym wypadku. „Dotknięty bolesnym ciosem, syn tym samym samochodem powrócił niezwłocznie do Lublina. Tu dopiero znalazł depeszę, wysłaną do Garbowa, opiewającą: Matka, wypadłszy z konia, zmarła” – opisuje „Kurier”.

Młody hrabia jeszcze tego samego dnia wsiadł do pociągu kurierskiego jadącego do Berlina. Córka zmarłej, 14-letnia Irena, przebywała w Budapeszcie. Być może dziennikarze pomylili się, a hrabina Wiktoria rzeczywiście zginęła broniąc katowanego zwierzęcia.

 

Powyżej portret Wiktorii Jezierskiej. Fotografia pochodzi z Wileńskiej Galerii Obrazów.