Co się odwlecze, to nie uciecze…

W myśl starego porzekadła „Walentynki” przebrzmiały ale nie mam nic przeciwko temu, by trwały chociaż do końca lutego każdego roku. To święto zakochanych, święto różnych odmian dobrej, szczerej miłości, która jest potrzebna każdemu człowiekowi.

Kochać i być kochanym to naturalny ludzki odruch, który czyni życie sensownym, wartościowym, radosnym i szlachetnym. Rzecz w tym, że nie każdy potrafi okazać i wyrazić to uczucie we właściwy sposób a czasem z różnych powodów nie stara się nawet je zasygnalizować. Młodzi ludzie są dziś bardziej otwarci, mądrzy i wygadani, więc „Walentynki” w ich wydaniu to miód-malina z różnego rodzaju atrakcjami, bogate w formy i treści. Ze starszymi bywa nieco inaczej; nie chcą lub nie potrafią świętować 14 lutego ani żadnej innej daty.

Z myślą o kobietach, które wciąż czekają na miły akcent ze strony swych ukochanych napisałam po prostu „Jak cię kocham”. Jest to tekst, który osobiście chciałabym usłyszeć od ukochanego ale… pomarzyć – dobra rzecz. Czekać i brać to nie sztuka, trzeba też dawać dobre uczucia chociażby przy okazji Dnia Chłopaka lub Dnia Mężczyzn.

Wydaje mi się, że można miłość, szacunek i przywiązanie – klasyczne wykładniki społeczeństwa – powiązać w „supełki szczęścia” i obrzucać się nimi przez cały rok. Młodzież dopiero uczy się tych wartości, wiąże „supełki” metodą prób i błędów, ale seniorzy przekonali się, że jest to szczera prawda.

Tę poniższą, choć nieco spóźnioną „Walentynkę” w postaci wierszowanej prezentacji multimedialnej dedykuję wszystkim paniom, które jeszcze „supełków szczęścia” ani życzeń nie otrzymały. Sobie też – a jednak; pomarzyć dobra rzecz.