„Jeszcze się nie nacieszyłam”

Marta zachorowała. Rak szpiku. Może został jej rok, może miesiąc, może dzień, a może położy się dzisiaj spać i nie doczeka poranka. Prognoz na wyleczenie brak. Przynajmniej tych ludzkich.

Od Adriana odeszła żona. Ot tak, z dnia na dzień. Zostawiła enigmatyczny list i dwójkę nic nie rozumiejących dzieci. Teraz ma nową rodzinę a na facebooka „wrzuca” zdjęcia ze swojego obecnego życia.

U Karola zdiagnozowano stwardnienie rozsiane. Od roku czterdziestolatek zmaga się z chorobą. Dzięki lekarstwom funkcjonuje normalnie, ale nie wie, co go dalej czeka. Na życiowym koncie ma kochającą rodzinę i kredyt hipoteczny. Boi się, że nie zdąży go spłacić, zanim… .

Jagoda popadła w depresję. Przypadkiem oblała swoją wnuczkę wrzątkiem. Oszpeciła dziecku twarz.

Sylwia dostała od rodziców czerwone BMW. Prezent na próg pełnoletności. Pewnego ranka nie dojechała do szkoły. Przy drodze wyrósł kolejny krzyż.

Tragedie, dramaty, problemy i niekończące się kłopoty towarzyszą codzienności i świątecznemu czasowi. Powalają na kolana, wyrzucają z życiowych torów, pustoszą. Ale z pomocą, oprócz ludzi, podąża czas – ten wróg i przyjaciel jednocześnie. Wróg, bo zbyt szybko płynie. Przyjaciel – bo leczy rany. U każdego w innym tempie. U wrót Nowego 2018 Roku nikt nie zgadnie, ile go dostaniemy. Życzę wszystkim, aby otrzymali go tyle, by zdążyli pozamykać swoje ziemskie sprawy. By chwytali każdą dobrą chwilę, która do nich przywędruje. I by w ślad za Panią Zofią Abramek, autorką wiersza „Jeszcze się nie nacieszyłam” nie pozostawali obojętni na uroki świata. Pomimo ran, które ciągle są niezagojone.

Jeszcze się nie nacieszyłam

Jeszcze się nie nacieszyłam
jeszcze nie naoglądałam
wszelkich cudów co stworzyłeś
jeszcze nie napodziwiałam.

Stwórco świata i wszechświata
konstruktorze gwiezdnych szlaków
jeszcze pozwól mi podziwiać
kształt storczyków, czerwień maków.

Niech ogarnę swym rozumem
choć niektóre ziemskie cuda
jak małemu remizowi
gniazdko – bucik spleść się uda?

Jeszcze się nie nacieszyłam
pięknem ojczystego kraju
dżdżem jesiennym, bielą szronu
fiołkiem w marcu, bzami w maju.

Jeszcze się nie nacieszyłam
takim pięknem, co aż boli,
kiedy nocą rozgwieżdżoną
księżyc wspina się powoli.

Od podnóżka horyzontu
taki wielki, srebrny, złoty.
cicho sunie swoim torem
stróż miłości i tęsknoty.

Jeszcze nie napodziwiałam
kropel deszczu – płaczu nieba,
Które żłobią wzór na szybach
tworzą tęczę, kiedy trzeba.

Kto żurawiom wskaże drogę,
jaki kwiat da nektar pszczole,
a skąd żaby wiosną wiedzą
jak odszukać strumyk w dole?

Przez mozaikę zieloności
słońce cedzi strzałki złote
Blaszki liści wiedzą, która
chwytać światło ma ochotę.

każda jesień inny dywan
sypie z liści. Inną drogą
płyną do mnie ptasie głosy.
I nie dziwi to nikogo

Że mi ciągle piękna mało,
że to piękno dech zapiera.
wiosna jest kochanką lata
jesień z zimą już umiera

by się znów odrodzić cudem.
Wiele razy to widziałam
mój kochany Ojcze Boże
jeszcze nie naoglądałam…

Bielą kory mądra brzoza
chroni młody pień na wiosnę
Jad pokrzywy kryje liście
– nie zrywaj mnie, przecież rosnę –

a stokrotki złotoserce
ubarwiły dywan trawy.
i winniczek ze swej muszli
wyjrzał już na świat ciekawy.

Piszę bardzo chaotycznie
mam w pamięci tyle wrażeń
wonią lipy, świerszczy graniem
zbudowałam ogród marzeń.

Nie dorówna on Twojemu
do którego Piotr zaprasza
Wybacz, Panie, bo jest we mnie
niewiernego łut Tomasza.

Nadal prosić się ośmielam;
pozwól chłonąć krasę świata
wolą Twoją odmierzane
śnieżne zimy, znojne lata.

Jak się wreszcie nazachwycam
całe ziemskie piękno wchłonę
sama będę Cię prosiła
pozwól mi iść w Twoją stronę.

Zasnę w Panu i pokornie
do modlitwy ręce złożę
serce wdzięczność mi zalała
Dziękuje Ci, Panie Boże.