„Jak cię kocham”

Kocham ciebie i kochałem od kiedy pamiętam
wyścielałem tą miłością dni, miesiące, lata…
Całe życie się uczyłem ciebie, moja piękna,
moja, moja po kres życia i do końca świata.

Kochałem cię bezkrytycznie jak kapryśną wiosnę,
która czasem błyśnie słonkiem, czasem deszczem zrosi
Ale wszystko w niej jest nowe, urzeka świeżością
tyle różnych niespodzianek, zapachów przynosi.

Miłość wiosny to nadzieja – daje nowe życie
pije radość wczesnych kwiatów, cuda pośród śniegu.
Z nieśmiałością tuli pączki na drzewach, krzewinach
zakochani szliśmy na start życiowego biegu.

Miałaś w oczach radość, ufność, że wszystko się uda
moja wiosno ustrojona w kwiecistą sukienkę.
Poznawałem tajne głębie twych błękitnych oczu
podziwiałem, uwielbiałem fiołkową panienkę.

Wiosna się zmieniała w lato kwieciem rozszalałe
miłowałem każdy listek, na który spojrzałaś.
Dojrzewały zboża zdobne w chabry i rumiany
byłaś dla mnie pełnią lata; nasze dzieci dałaś…

Ciągle kocham cię jak lato pachnące owocem
truskawkami, porzeczkami i sokiem maliny.
Brałem i dawałem miłość wśród ptasich świergotów
całowałem usta, ręce najmilszej dziewczyny.

Nikt się latem nie nasyci ni znudzić nie może
jak ja tobą, czarodziejko – wciąż kocham za mało.
W rozgwieżdżonym nocnym niebie spadające gwiazdy
sprawią; każde z twoich życzeń będzie się spełniało.

Wprowadziłaś mnie za rękę w szczerozłotą jesień
nasypałaś barw płomiennych w opadłe listowie.
Z tobą kocham dłuższe noce, malejące dzionki
spójrz mi w oczy; jak cię kocham leśny wrzos odpowie.

Zaskakujesz mnie pięknością jak grona jarzębin
koralowe, ciężkie liście ptakom prezentują.
Wetknę jedno w twoje włosy aby cię podziwiać.
Ja zostaję, tylko ptaki skrzętnie odlatują.

Kocham cię jak barwną jesień zdobną w aromaty
wszelkich odmian słodkich śliwek, grusz nabrzmiałych sokiem
i jabłoni obciążonych dorodnym owocem.
Kocham ciebie jeszcze bardziej niż było przed rokiem.

Moja śliczna w twoich oczach pasemka jak dymki
z ognisk w polu co niekiedy snują się leniwie.
Wiem, że czasem deszcz jesienny zrosi twoje oczy
zmienna jest jesienna aura a więc się nie dziwię.

Przytul się do mego boku, wejdźmy razem w zimę
znów ci powiem, że cię kocham jak tę porę roku.
Szron, mróz, wicher lodowaty też w życiu potrzebne
przemijają, tak jak wszystko. Nie odwracaj wzroku.

Nieskalaną bilą śniegu byłaś dla mnie miła
a zalety twe błyszczały jak kryształki lodu
Każdy dzień naszego życia to inna śnieżynka
na tle krzewów z bujną szadzią na skraju ogrodu.

Zima bywa taka piękna, stanowcza, dostojna
nie rozpieszcza długą nocą, krótkimi dzionkami
lecz zachwyca w dni słoneczne bogactwem diamentów
sianych hojnie drzewom, trawom lodu kryształkami.

Kocham ciebie wieczność całą, czas pędzi galopem
lata ciągle się zmieniają, miłość się nie znudzi.
Jak to dobrze, że Bóg stworzył cztery pory roku,
by uniknąć monotonii w miłości u ludzi.

Jak to dobrze, że pozwolił byśmy się spotkali
aby razem iść przez życie raz górą, doliną,
mówić sobie jak cię kocham wiosną, latem, zimą
i ciągle być moim chłopcem i moją dziewczyną.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podaj wynik działania * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

256M