Zjednoczeni tragedią

pożar

Kto mógł przypuszczać, że zanim stary rok ustąpi miejsca nowym dniom, zanim ludzie złożą sobie życzenia wszelkiej pomyślności, na jednej z bogucińskich posesji rozegra się rodzinny dramat? Kto mógł przypuszczać, że chylący się ku zachodowi, przedostatni dzień 2015 dla Państwa Małgorzaty i Mariana Rozwadowskich zakończy się tak tragicznie?Ogień – symbol energii, ciepła i radości, ale też najpotężniejszy z żywiołów.  Ogień – siła, która niszczy wszystko, co napotka na swej drodze. Wszystko co materialne i wymierne, ale nie potrafi zniszczyć jednego – ludzkiej solidarności. Przekonaliśmy się o tym po raz kolejny podczas pożaru, który strawił zabudowania gospodarcze wspomnianej rodziny. Nikt nie wie jak to się stało. Nikt też nie zauważył kiedy płomienne języki ognia rozpoczęły niszczycielską działalność ogarniając swym zasięgiem stodołę z oborą i przyległy garaż. W mgnieniu oka w śmiertelnej pułapce znalazło się kilkadziesiąt krów. Z płonących budynków zaczęły wydobywać się gęste, duszące kłęby dymu, ale ani one, ani wysoka temperatura nie powstrzymały przypadkowych ratowników, których odwaga i zaangażowanie przyczyniły się do uratowania całego inwentarza i części mienia.

Wszystkie wylęknione zwierzęta zostały tymczasowo zapędzone w jedno ogrodzone miejsce, ale nie mogły w nim pozostać na noc. Kolejnym krokiem było by je wyłapać i przewieźć w kilka, pospiesznie ustalanych miejsc, gdzie będą mogły pozostać, aż do czasu, kiedy powrócą na swoje dawne miejsce – może nawet do lata. Zadanie nie należało do najłatwiejszych, a niektóre ze scen okiełznania zdezorientowanych i  rozwścieczonych – ważących kilkaset kilogramów byków – przypominały hiszpańską corridę. Wystarczyła chwila nieuwagi, aby ofiarni ratownicy znaleźli się w niebezpieczeństwie. O wypadek było nietrudno, ponieważ na podwórku panował mrok, rozświetlany pożarem i jupiterami samochodów strażackich.  Dookoła znajdowało się wiele porozrzucanych rzeczy, wydartych z ogniowej pożogi, a całą akcję dodatkowo komplikował mróz, który sprawiał, że podwórko zlane wodą zaczęło zamieniać się w lodowisko. Ślizgały się na nim i przeprowadzane zwierzęta, i przybyli na pomoc ratownicy. Na szczęście nikt nie odniósł większych obrażeń.

W akcji ratowniczej, oprócz jednostek straży pożarnej, uczestniczyło kilkudziesięciu mieszkańców wsi. Byli też inni, nie miejscowi wybawiciele. Niezwykłą ofiarnością wykazał się jeden z nich – nikomu nieznany mężczyzna, który jak się później okazało, był przypadkowym świadkiem zdarzenia. Jadąc starą „siedemnastką” zauważył kłęby dymu. To on zawiadomił odpowiednie służby i bez namysłu pospieszył z pomocą. Zwyczajna – niezwyczajna postawa, która dowodzi, że bohaterowie są na świecie i nader często – tuż obok nas. To dodaje otuchy i wiary w człowieka, i w to, że z pomocą Opatrzności i garnących się do pomocy ludzi Państwu Rozwadowskim uda się odbudować, to co strawił pożar szybciej niż się tego spodziewają. I, że kiedyś obraz pierwszego poranka po tragicznej pożodze, kiedy opadający dym i ostre światło poranka odsłoniły oblicze zniszczeń, zatrze się w pamięci i przestanie tak bardzo boleć.

Na pokrycie strat potrzeba będzie kilkaset tysięcy złotych, ogromu ciężkiej pracy oraz społecznego wsparcia. Pierwsze jaskółki pomocy już budują swoje gniazda w postaci:

– udostępnienia przez kilku gospodarzy pomieszczeń dla zwierząt gospodarskich oraz zaopatrywaniu w paszę,

– organizowania zbiórek pieniężnych,

– porządkowania obejścia po pożarze.

Z ogromnym zrozumieniem do problemu podszedł proboszcz garbowskiej parafii, który ogłosił, że w najbliższą niedzielę – 10 stycznia datki z całodziennej tacy zostaną przekazane pogorzelcom.

Pomocną dłoń obiecały też podać rodzinie dotkniętej tragedią – władze gminy.

Do akcji błyskawicznie włączyła się miejscowa społeczność. W miniony weekend w Bogucinie została rozpoczęta zbiórka pieniężna. Kilkoro ochotników, jeszcze do poniedziałkowego wieczora chodziło od domu do domu i pukało do drzwi z prośbą o pomoc dla Państwa Rozwadowskich. Bogucinianie są niesamowici – serdeczni, ofiarni i chętni do pomocy. Z całą odpowiedzialnością zapewniamy ich, że każda podarowana złotówka zostanie przekazana poszkodowanej rodzinie. I to zarówno ta, zebrana w akcji „bezpośredniej”, jak i ta, która wpłynie na specjalnie założone przez Stowarzyszenie „Mój Bogucin” subkonto:

Stowarzyszenie Mój Bogucin

Bank Spółdzielczy w Nałęczowie

Nr konta: 34 8733 0009 0018 3514 2000 0020

Tytuł wpłaty: pomoc dla pogorzelców

Za okazane zrozumienie, ofiarność i wszelką formę pomocy – serdecznie dziękujemy w imieniu własnym oraz w imieniu Państwa Małgorzaty i Mariana.

 

256M