BKS – historia piłką pisana cz.7

Jesień 1995

Zanim ruszyły rozgrywki ligowe, w ostatnią niedzielę lipca 1995 roku zorganizowaliśmy wspólnie z Sołtysem i Komitetem Rodzicielskim kolejny już Festyn Sportowo-Rekreacyjny.
Tym razem gwiazdą części artystycznej był znany artysta estradowy, kompozytor i satyryk Kazimierz Grześkowiak. Jego przeboje „Odmieniec” i „Chłop żywemu nie przepuści” śpiewała niegdyś cała Polska.
W programie sportowym znalazły się, takie konkurencje jak: turniej piłki nożnej, wspinaczka na linę, wejście na słupa po beczkę piwa oraz gry i zabawy dla dzieci i dorosłych.
W tej ostatniej kategorii zaplanowano konkurencję z gatunku „18+”. Był to rzut narzędziem kuchennym do manekina, który przypominał solidnego chłopa. Kukła została wyposażona w specjalny koszyczek na dwa kurze jajka, umiejscowiony tam, gdzie mężczyźni przechowują swoje najcenniejsze klejnoty.
Wygrywał ten, kto z odległości kilku metrów potrafił dwoma rzutami tłuczkiem do mięsa stłuc obydwa jajka. Tą dyscyplinę, co nie było żadnym zaskoczeniem, zdominowały panie, mające wyjątkową okazję do wykazania się celnością ciosów wobec bezbronnej ofiary.
Frajdę przy tym miały przednią! Bo, o ile powiedzenie „Chłop potęgą jest i basta!” w omawianym przypadku należało zakończyć kontratakiem: „Ale mniejszym niż niewiasta!”  A dowodem tego, miały być jajeczne zgliszcza zalegające wokół sponiewieranego nieszczęśnika.
Panowie przyglądający się tej konkurencji z trwogą rozważali powrót do domu a już z całą pewnością, przez długi czas tłuczek do mięsa budził w nich mieszane uczucia.

Za zarobione pieniądze z festynu oraz część tych, jakie otrzymaliśmy z gminy po wygranym meczu 3-majowym postanowiliśmy zorganizować dla członków i sympatyków klubu oraz ich rodzin dwudniowy (19-20 sierpnia) autokarowy wypad integracyjny do Krakowa i Zakopanego.
Zaczęło się od „Zakopca”. Zaparkowaliśmy na Palenicy Białczańskiej, po czym „własnymi dwójkami” ruszyliśmy w górę nad Morskie Oko. Po ponad dwugodzinnej wędrówce ukazał się nam majestatyczny widok górskiej perły.
Nie da się opisać wrażenia, jakie na nas ten obraz wywarł. Bo tego opisać się nie da, bo to trzeba na własne oczy zobaczyć! Kiedy otrząsnęliśmy się z chwili „zagapienia” najbardziej zmęczona grupa od razu udała się do schroniska by spróbować smaku tatrzańskiego piwa, a następnie delektując się nim spoglądała z zachwytem na rozpościerające się wokół piękno.
Inni, po krótkim odpoczynku, podążyli prowadzącą dookoła jeziora ścieżką, podziwiając niezwykłość tamtejszego miejsca, a niewielka grupa, w tym przedstawiciel najmłodszego pokolenia – 9-letni Jarek – ruszyła kamiennymi schodami w półgodzinną wspinaczkę nad Czarny Staw, gdzie przywitała ich nieskazitelnie czysta toń położonego u podnóża najwyższych szczytów polskich gór naturalnego zbiornika wodnego. Widok rozciągający się z perspektywy Czarnego Stawu urzekł wszystkich śmiałków i zrekompensował ogromny wysiłek, jaki musieli włożyć w pokonanie trudnej i niebezpiecznej trasy. Podziwiając stamtąd błękit bezchmurnego, sierpniowego nieba skąpanego w głębinach Morskiego Oka oraz lustrzane odbicie pobliskich wierzchołków zrozumieliśmy wnet, dlaczego ten skrawek Polski uznawany jest za jeden z najpiękniejszych i dlaczego warto iść pod górę, także w swoim życiu.
Następnie wszyscy, w jednej grupie, zeszliśmy pod skocznię narciarską, a przygodę ze stolicą Tatr zakończyliśmy zjazdem kolejką z Gubałówki wprost na słynne Zakopiańskie Krupówki.
Na nocleg udaliśmy się do Nowej Huty, by następnego dnia zwiedzić Krakowski Rynek, Trakt Królewski i Wzgórze Wawelskie.
Niepowtarzalny klimat tamtej wyprawy połączony z szeroko pojętą integracją sprawił, że część jej uczestników „zleciała” niebawem z ambony, by wkrótce inaugurującym marszem weselnym rozpocząć wspólną drogę. Rozwodów, na szczęście, nie odnotowano.

Z końcem sierpnia BKS wzbogacił się o przyznany abonament telefoniczny o tajemniczym  numerze 18 420.

Okręgowy Związek Piłki Nożnej zdecydował, że od rundy jesiennej BKS Bogucin i Zawisza Garbów będą grać w jednej grupie A-klasowej. Gminne derby rozegrane zostały w ostatniej kolejce i zakończyły się minimalnym zwycięstwem (3:2) piłkarzy z Garbowa. Była to druga, obok spotkania w pierwszym meczu z Leszkowicami, porażka w całej rundzie.
W pozostałych dziewięciu meczach dwukrotnie zremisowaliśmy i odnieśliśmy 7 zwycięstw, co pozwoliło nam uplasować się w czołówce tabeli. Tym razem nie mogliśmy ogłosić króla strzelców w naszej drużynie, ponieważ trzej zawodnicy strzelili tą samą liczbę goli – po 5 trafień zaliczyli: Krzysztof Burdzicki, Paweł Drozd i Tomasz Wdowiak.

W międzyczasie, pewne sprawy zaczęły układać się w poprzek naszych marzeń.
Zarząd Gminy powiadomił nas pisemnie o wyłożeniu do publicznego wglądu projektu zmian miejscowego planu ogólnego zagospodarowania przestrzennego gminy Garbów.
W piśmie tym zostaliśmy poinformowani, że zgłoszony przez nas wniosek o przeznaczenie niewykorzystanego stawu na boisko sportowe nie został uwzględniony ze względu na nieodpowiednie uwarunkowanie terenu dla wnioskowanej funkcji, potwierdzone w stanowisku Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i urządzeń Wodnych.
Urząd Gminy przygotował negatywną opinię dotyczącą przystosowania byłego stawu na cele sportowe.
W tej sytuacji podjęliśmy decyzję o wystosowaniu protestu, a okazją do jego złożenia było niedzielne posiedzenie Zarządu Gminy w dniu 17 września.
Tego dnia rozgrywaliśmy wyjazdowe spotykanie w Karczmiskach i musieliśmy się mocno spieszyć, aby dojechać w odpowiednim czasie do Garbowa. Umożliwił nam to nasz bramkarz, Stasio Gnieciak, który pędził jak szalony krętymi i wyboistymi drogami swoim prywatnym dostawczym autem, o zapomnianej już nazwie NYSA.
Pomimo punktualności nie udało nam się niczego wskórać ponieważ, jak nas przekonywano, orzeczenie prawne, na podstawie, którego wydano nam negatywną opinię, zamyka cała procedurę budowy boiska.
Mówiąc bardziej oględnie, chodziło o to, że sporne grunty widniały dotychczas we wszystkich ewidencjach, jako tereny pod wodami, a przepisy z zakresu ochrony środowiska są w takich sytuacjach bezwzględne i ich interpretacja sensu stricte nieodwołalnie zamyka całą procedurę budowy boiska.
Tym samym wszystkie nasze dotychczasowe starania w tym zakresie stanęły nagle na krawędzi przepaści.
W jednej chwili zawisły nad nami czarne chmury i trzeba było bardzo uważać, aby nie wykonać ruchu w niewłaściwym kierunku. Wiedzieliśmy doskonale, że jedyną instytucją, jaka może odwrócić bieg niekorzystnych dla nas wydarzeń jest Wydział Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie. Innej drogi po prostu nie było.
Kiedy marzenia upadają trzeba w nie wierzyć jeszcze mocniej. Ja wierzyłem tym bardziej, że przez szereg lat pracowałem „door to door” z ludźmi tego wydziału.
Znałem ich wszystkich, a z jednym z nich spotykałem się i rozmawiałem prawie codziennie. Był człowiekiem statecznym i rozważnym. Był przede wszystkim dobrym, uczynnym kolegą. To do niego zapukałem wtedy w potrzebie. Kiedy przedstawiłem mu okoliczności niezapowiedzianych odwiedzin, nie powiedział „tak”, ale nie powiedział też „nie”. Sprawa była trudna, ale obiecał, że dołoży wszelkich starań, aby znaleźć jakieś konstruktywne wyjście z tej sytuacji.
Kiedy parę tygodni później zadzwonił do mnie z informacją, że na jego biurku leży pozytywna opinia podpisana przez dyrektora wydziału, nieomal eksplodowałem z radości.
Pomyślałem sobie wtedy, że już żadna siła nie będzie w stanie zagrozić realizacji planów budowy w naszej wsi obiektu sportowego z prawdziwego zdarzenia. Wtedy jeszcze nieznane były inne przeszkody, które zaistniały rok później.

Wracając do wspomnianej opinii należy pochylić nisko głowy przed tymi, którzy się do niej przyczynili.
Gdyby jej wtedy zabrakło dziś mielibyśmy w tym miejscu krajobraz podobny do tego po drugiej stronie drogi, gdzie wzdłuż nieprzebranego rowu górują wysokie na dwa metry chwasty, a brzegi porastają gęste, dziko rosnące krzaki.

Z początkiem października trzeba się było rozstać z dotychczasowym trenerem.
Marek Sadowski otrzymał ofertę występów w szeregach 3-ligowej Polonii Przemyśl i jego wybór należało w pełni uszanować.  Na swojego zastępcę zaproponował on innego wybitnego piłkarza – Mieczysława Pisza, byłego piłkarza m.in. Legii Warszawa.
Jego starszy brat, Leszek, 14-krotny reprezentant Polski jest członkiem „Galerii Sław” warszawskiego klubu z ulicy Łazienkowskiej.
Na razie były to tylko przymiarki ze strony znanego piłkarza do roli szkoleniowca, ponieważ nie znał on możliwości technicznych swych potencjalnych podopiecznych.
Okazją do przedstawienia nowemu trenerowi pokazu siły piłkarzy z Bogucina był mecz z drużyną z Samoklęsk, który odbył się na boisku w Garbowie w dniu 8 października.
BKS chciał się pokazać z dobrej strony i w pełni mu się to udało. Spotkanie, które zakończyło się hokejowym wynikiem 11:0 znacznie ułatwiło M. Piszowi podjęcie decyzji o prowadzeniu tego zespołu.
Nasze losy splotły się potem na wiele sezonów.

12 października, po uprzednich negocjacjach, wysłaliśmy pismo do Cukrowni Garbów o sfinansowanie 30 kompletów ortalionów dla naszej kadry zawodniczej. Odpowiedź ówczesnego dyrektora Bogusława Dyrdy i Zarządu Cukrowni była pozytywna. Niedługo potem nasi zawodnicy mogli zaprezentować się w nowych strojach.

Dwa tygodnie po zakończeniu jesiennego sezonu piłkarskiego odbyło się Walne Zebranie Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, na którym oprócz innych zapadła decyzja o podjęciu zmian w dotychczasowym regulaminie rozgrywek piłkarskich. Przyjęty większością głosów delegatów zebrania wniosek prezesa BKS Bogucin Krzysztofa Flisiaka zakładał zwiększenie liczby drużyn premiowanych awansem z klasy A do klasy „Wojewódzkiej”.
Od tej pory z klasy wojewódzkiej miały spadać cztery drużyny, a z A klasy awansować po dwie.
Teraz już tylko od zaangażowanie trenera Pisza i jego podopiecznych zależeć miało, czy BKS potrafi skutecznie wykorzystać starania swego prezesa i awansuje do wyższej ligi piłkarskiej.

jesień 95

Boisko w budowie:
budowa boiska

 wycieczka do Zakopanego:

Tatry 95

zakopane 5 zakopane 1 zakopane 2 zakopane 3 zakopane 4

1 Response

  1. marek dec pisze:

    Dziękuję bardzo za kolejny odcinek.